środa, 24 lutego 2016

podlaskie wakacje VI. Skit w Odrynkach.

Nie mam mocy.. powinnam pisać od razu po powrocie z wakacji, na gorąco. Teraz już wszystko ostygło a ja mam mózg wypalony upałem i wszystkim co w szalonym tempie dzieje się w okolicznym życiu. Więc skrótem przez moje wakacje. Bo trzeba - tam cudnie na Podlasiu jest. Zupełnie inaczej niż u nas. 
Na trasie z Hajnówki do Narwi znalazł  się mały drogowskaz "Skit w Odrynkach". Kilka dni wcześniej przeniosłyśmy się  do "Wiejskiej chaty" w Pasiecznikach pod Hajnówką. Miejsce miodzio !!! - jak mawia moje rodzeństwo.  Polecam. Gdy przyjechałysmy okazało się, że śpią tam już dwie dziewczyny z Poznania, które też zwiedzają świat rowerami. Trasy robiły gdzieś dwa razy dłuższe, ale też grubo  młodsze były więc gdzie nam do nich. Notabene historyczka sztuki i nauczycielka, podobnie jak my.
Skit w Odrynkach to pustelnia ulokowana na zabagnionych łakąch wokół Narwi.  Łąki, łąki, łąki, łaki, a na  dookolnych  horyzontach -  ściany lasu. Pośrodku "osada" otoczona palisadą i czymś na kształt fosy.  W środku cerkiewka, trzy kapliczki, nowa cerkiew, miejsca dla pielgrzymów, teren zagodpodarowany kwiatami.  Do skitu prowadzą drewniane pomosty z czterech stron świata.  Oczywiście można dojść suchą nogą, po piaszczystej drodze - od kilku tygodni sucho było.  No i jak na pustelnię to ludzi pełno. Akurat odbywała się msza.
Skit świętych Antoniego i Teodozjusza Kijowsko-Pieczerskich. http://skit.odrynki.pl/skit,informacje Mieszka tam teraz archimandryta Gabriel - Giba, którego nie miałyśmy okazji zobaczyć, o poznaniu nie wspomnę. Jest zielarzem i, ponoć, gadułą. ( Na górze fotka z netu.). Ciekawa postać. Doktor teologii, szef monastyru w Supraślu, zielarz leczący ziołami. Jerzy Kalina nakręcił o nim film dokumentalny "Archimandryta". Gdy obronił pracę doktorską został wyznaczony na biskupa gorlickiego (diecezja  nowosądecka), ale stanowiska nie przyjął., wyjechał do Odrynek, gdzie na odludzi, bez prądu sprawuje swoją misję. Ciekawią mnie ludzie odmawiający godności, władzy i sławy. To rzadkość ogromna jest.
Troszkę liczyłam na odjazdową atmosferę tego miejsca. Tymczasem upał, tłum ludzi, pełnia słóńca. Ale pojechać tam warto.
Potem byłyśmy w monastyrze w Supraślu. Cerkew jest zupełnie nowa, zbudowana na wzór pierwszej zniszczonej w czasie wojny - tej na fotce obok. Więc w środku puste,  tynkowane, jeszcze nie malowane ściany, brak dekoracji, surowość godna ascetycznych mnichów, których tam widziałyśmy. W związku z tym, że ludzi było sporo wpuszczali nas partiami każąć czekać w przedsionku klasztoru, przy dźwiękach cerkiewnych śpiewów zakonnych. W 1984 r. położono kamień węgielny pod odbudowę swiątyni, wówczas też powrócili mnisi. Nie mogłam się oprzeć i wrzuciłam fotkę z netu - bo choć trochę oddaje wielkie wrażenie jakie robi ten monumentalny kompleks zabudowań.
Tak utknęłyśmy w cerkiewkach, że nie wpadłyśmy na to, że coś tam jeszcze ciekawego jest w tym Supraślu. np. pałac Buchholzów.
 


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz