wtorek, 6 czerwca 2017

Pierwszy Kraków Ady i Paryż

     Gdy Hofman z Adą przyjechali do Krakowa okazało się, że w jego dawnej pracowni  mieszka już jakaś obca rodzina. Trzeba było szukać nowego miejsca i udało się - sublokatorka przy ul. Ks. Józefa 18. Ada ogarnęła mieszkanko, powiesiła przywiezione z Pragi  obrazy i szkice, zajęła się wszystkim. Bo Hofman malował. To, że nie utrzymywali żadnych towarzyskich kontaktów może wzięło się stąd, że się bali. Ada jeszcze nie miała rozwodu, a kobieta zamężna mieszkająca z kochankiem to jawny skandal, zwłaszcza w Polsce i zwłaszcza w Krakowie. A kłamać nie umieli oboje. Pieniądze mieli, po sukcesie w Europie, w końcu i w Polsce zaczęli go  wystawiać i dużo sprzedawał. Stał się  popularny. Jak sam zauważył, w Polsce wartość ma nie sztuka lecz nazwisko. A on nazwisko już miał. Choć uważał,  że właściwie najlepszy malarsko okres - ten na początku drogi, gdy wystawiał się w Wiedniu, Monachium i Pradze, ma już za sobą. Tak naprawdę, poza kupującymi obrazy, jedynymi gośćmi w ich domu były dzieci. Pozujące do obrazów, hołubione, karmione i ubierane przez Adę, która swoich dzieci nie miała, więc wszystkie macierzyńskie uczucia przelewała na obce dzieciaki, ptaszki, kotki i pieska.
       Radosny spokój długo nie trwał - znowu w życie wmieszała się polityka. Zaczęła się polsko - czeska batalia o Zaolzie. Nie jestem dobra w tej historii więc poczytałam sobie trochę. Niestety najpierw trafiłam na artykuł w "Uważam rze" i krew mnie zalała, gdy wylał się z niego szowinistyczny wrzask, coś co mnie mierzi w tej naszej odmianie patriotycznej polskości. Rozumiem, że szlag trafić może gdy się wie o liście Masaryka do Benesa, w którym stoi Polakom nie zaszkodziłoby uderzenie w twarz, przeciwnie nawet pomogłoby w wytępieniu niebezpiecznych szowinistów. Ale na litość ! Prawie 100 lat upłynęło od tamtej historii, żyjemy razem w unii, po co pisać tak zajadle, po co prowokować wzajemną nienawiść ? Niechęć między nami a Czechami i bez tego istnieje. No chyba, że ktoś lubi mieć wrogów...
Kraków, 1918, w  pracowni
   Wracając.... Po I wojnie Polska uzyskała upragnioną niepodległość. Najszybciej  Polski stał się Śląsk Cieszyński, wcześniej nawet niż Kraków, bo już w październiku 1918 roku mieszkający tu  Polacy powołali Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego, która legitymizowała polską władzę.  Rozbrojono żołnierzy austriackich, tam, gdzie mieszkali Polacy zawisły biało-czerwone flagi. (Cieszyn, Karwina, Bogumin).  Czesi, którzy też mieszkali na Śląsku Cieszyńskim przejęli miejscowości w większości zamieszkałe przez Czechów. Każdy kraj przejmuje ten teren, gdzie mieszkają jego ludzie, wola ludności i przynależność narodowa miały decydować - takie były powojenne ustalenia. Tak się nie stało.  Państwo Czeskie po stuleciach niebytu odbudowujące  się na gruzach monarchii austro-węgierskiej, chciało swojej dawnej wielkości i historycznego blasku. Wprawdzie zupełnie odmienny pogląd mieli Słowacy - notabene popierani przez Polskę - ale co tam  przynależność narodowa, ma być wielkie państwo czechosłowackie i już.  A taka odbudowa   państwowości wymaga  środków, więc i rozwiniętej gospodarki, a Śląsk Cieszyński ze swoimi kopalniami był bogaty. Zaczęły się przepychanki. Oczywiście nie było to takie jednoznaczne, w cieszyńskim ścierały się frakcje polska, czeska, niemiecka i śląska, ta ostatnia najsilniejsza aczkolwiek bez formalnej państwowości. 
Autoportret z Adą, 1918
  Gdy Polacy przygotowywali wybory do Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej, 26 stycznia 1919 roku  Czesi zajęli sporne tereny, wykorzystując fakt, że Polska zajęta jest wojną z Rosją, a w Wielkopolsce trwa kolejne powstanie. 
  Zrobiło się nieprzyjemnie. Zwłaszcza w Krakowie, gdzie szowinizm zawsze był silny, wobec wszystkich innych. Nie dość, że Hofman uważany była za Czecha, mimo wielokrotnych deklaracji przynależności do narodowości polskiej, to jeszcze przywiózł sobie czeska kobietę. I nie żonę....
Pisał: Inaczej wyobrażałem sobie niepodległość. Nie sądziłem, że tak szybko rozpalą się w narodzie namiętności polityczne i dojdzie do głosu zawiść i nienawiść. Myślę o awanturze (...) o Śląsk Cieszyński. Przeżyłem ją ciężko, na pewno ciężej niż niejeden Polak czy Czech, dla którego była to tylko sprawa polska albo czeska. Dla mnie znaczyła  coś więcej. Odłożyłem pędzle na całe tygodnie, gorzkniałem... Kraków, i nie tylko Kraków, upajał się łajdactwem.
Ślub cywilny Hofmanów Paryż, 29.04.1920
   Zaczęły się anonimy oskarżające Adę o szpiegostwo,  granatowi, którzy stali pod domem chodzili za nimi wszędzie, w domu była dwukrotna rewizja. Hofman Nie było przyjemnie, ani bezpiecznie. Hofman złożył wniosek o paszport i go nie dostał. Więc razem z Adą wyjechali nielegalnie, przez Zakopane i zieloną granicę. Paszport dostał w Pradze, podobnie jak kilka innych,  intratnych propozycji, jak objęcie katedry rysunku w praskiej akademii czy stypendium rządowe. Nie chciał. Sprzedał część przywiezionych obrazów i przez Wiedeń i Monachium, wraz z Adą wyjechali do Paryża. Chyba w czasie pobytu w Pradze właśnie Ada uzyskała upragniony rozwód z Ludwikiem Hmmerem. A gdy to się stało, 29 kwietnia w Paryżu odbył się ślub cywilny Ady i Wlasta. Powyższe zdjęcie wykonano zaraz po ceremonii. Czemu na nim są tylko mężczyźni ? Poza panną młodą oczywiście... 
Portret Ady na bębnie, 1920
   W Paryżu wynajęli mały pokoik przy Moulin 18 w XIV Dzielnicy i rozpoczęli nowe życie. Również towarzyskie. Byli częstymi gośćmi w domu Mickiewiczów, zaprzyjaźnili się z Tadeuszem Makowskim.  Oczywiście natychmiast w ich domu pojawiły się dzieci.  Hofman malował Ada, jak to Ada zajmowała się całą resztą, łącznie z organizowaniem mężowskich wystaw, które okresowo poprawiały ich sytuację bytową. Bo nie było najlepiej, mimo że żyli skromnie. Wszyscy znają opowieść o tym, jak to kiedyś Ada i Wlast wybrali się na obiad, za ostatnie pieniądze. Miast zjeść jednak kupili od jakiegoś handlarza bęben, na którym Hofman strzelił taki oto portrecik żony - zaraz po powrocie, jeszcze w futrze. Sytuacja  poprawiła się znacznie, gdy obraz Hofmana kupił pewien pediatra i w poczekalni gabinetu powiesił. To malarstwo jest lubiane, dzisiaj również, więc szybko pojawiła się klientela.   
     Czy Ada była szczęśliwa ? Pewnie tak, w końcu miała przy boku ukochanego mężczyznę. Wprawdzie traktowała go jak dziecko, bo w życiowych sprawach  Hofman dzieckiem pozostawał, ale warto było. Choćby za to co dostawała od niego - miłość, wierność, zaufanie.

Zauroczenie. Ada i Wlast.

Wlastowi Ada, 1915
      Był gorący rok 1914. Błyskawiczny rozwój przemysłu wymaga nowych, zamorskich rynków zbytu. Francja i Wielka Brytania walczą o kolonie, coraz bardziej agresywną politykę w tej kwestii prowadzi III Rzesza. Rozpadające się Imperium Osmańskie kusi  Austro-Wegry i Rosję, która na dodatek chce wpływów na Bałkanach. A tam Serbia, uzależniona gospodarczo od Autro-Wegier, marzy o niezależnej Wielkiej Serbii -  a tamtejszy zamęt zdecydowanie leży w interesie Rosji. Sama Rosja wrze rewolucyjnie, już raz wybuchła, za chwilę  wybuchnie znowu. W krajach gdzie rządzi nacja niemiecka toczy się walka między kulturą słowiańską a germańską. Jest gorąco, zaczyna się europejski wyścig zbrojeń, Europą rządzą już nie dynastie lecz rywalizujące ze sobą bloki polityczno - militarne. Wystarczy  iskra i ta zdarza się  28 czerwca 1914 roku - zamach w Sarajewie. Wojna. Rosja - Francja - Wielka Brytania kontra Niemcy - Austro-Węgry - Włochy. I cała drobniejsza reszta świata, w tym Polska i Czechy - jako element monarchii austro-węgierskiej.
       A Wlast maluje, nic nie wie zatopiony w swoim własnym  świecie. Tymczasem rodzina się martwi, w Krakowie mobilizacja, a jeśli i jego do wojska wezmą ? Co delikatny i wrażliwy artysta zrobi w armii, na wojnie ?  Gdy ta groza  w końcu do niego dociera,  przenosi się wraz z dobytkiem do mieszkania rodziców.  I 25 listopada wraz z ojcem wyjeżdża z Krakowa do Wysoczan pod Pragą, do rodziny. Lepiej zniknąć przed poborem do wojska. 
Ada i Wlastimil jako żołnierz, Hrebenki, 1916 r.
    Rodzina stryja to rolnicy. Młodzi już  w wojsku, a tu trzeba pomóc w młócce czy w buraczanych wykopach, co łatwe nie jest.  Metalowy krzyżak  na długim drągu służący do podważenia buraka, wbijany po raz setny w twardą ziemię, rani dłonie, bąble odcisków pękają. Wojna miała się skończyć szybko, a trwa i trwa. Hofman nie maluje, nie ma siły, nie ma weny, a przede wszystkim narzędzi. Malarz, intelektualista nie potrafił,  wśród rolników zajętych pracami polowymi, znaleźć pożywki dla swojej twórczości. Więc gdy tylko trafiła się okazja - wyjechał do Pragi na zaproszenie swojego ciotecznego brata - Ludwika Hammera.
   Spotkali się w knajpce, o rodzinie, dawnych czasach i aktualnej polityce pogadali. Potem o niskich zarobkach Ludwika, trudnej teraz sytuacji, Hofman napomknął o życiu w Wysoczanach, że nie maluje, nie ma weny ani sztalug. Więc Ludwik zaprosił go do siebie, do domu na Hrebenkach - bo pokój wolny na poddaszu ma, w sam raz na pracownię i mieszkanie dla kuzyna.
   W pierwszej chwili pomyślałam, że zmyślny Ludwiczek: Ada będzie miała zajęcie, a on wolną rękę. Można odnieść wrażenie, że popychał żonę w ręce Hofmana. Ale to jest opowieść jednostronna, z ust Ady i Wlasta zasłyszana, wielokrotnie później różnym ludziom w Szklarskiej opowiadana, pewnie też stosownie ubarwiona. Hofman, szlachetny i szczery, niezłym gawędziarzem był jednak, a gawęda wymaga koloru, dynamiki i ekspresji.  Może jednak Ludwikowi serce truchlało na widok romansu rozgrywającego się na jego oczach, choć pewnie na początku jedynie w sferze werbalnej, platonicznej. Czemu nie walczył o żonę lecz z kuzynem sam na sam na długie godziny ją zostawiał ? Czy rozwód jej dał bez problemów czy były awantury ? Nie dowiemy się tego, chyba, że jest coś w jego pamiętnikach, których jak na złość pan Wacław, spadkobierca Hofmanów, nie udostępnia.
   Pierwsze spotkanie Ady i Wlasta wypadło świetnie. Do jej smutnego domu przyjechał artysta, znany artysta,  człowiek, którego obraz "Na światło" kupił jej ojciec, gdy wraz z nim na wystawę grupy Manes w 1906 roku poszła. Teraz był w jej domu, o wielkim świecie barwnej cyganerii opowiadał, o tym o czym wiedział, marzyła. Kraków był wówczas ważną stolicą kultury, tyglem sztuki, miastem ikony Młodej Polski - Przybyszewskiego - znanego w całej Europie również ze skandalicznego prowadzenia się, - kreatora berlińskiej i krakowskiej bohemy. Jakie to romantyczne, ekscytujące dla kobiety, która 10 lat spędziła praktycznie samotnie w praskim domu. I Hofman mówił  pięknie o sztuce, dzielił się myślami, pytał i odpowiadał. Może nie był szaleńczo przystojny, nieduży i szczupły, po kobiecemu delikatny, ale nad wyraz szarmancki, no i zamieszkał w ich domu.
    Najpierw były posiłki, które teraz miała dla kogo gotować. I rozmowy. Męża zwykle w domu nie było, poza chwilami wspólnych wycieczek, więc mieli czas dla siebie. Hofman malował, w czasie pracy gawędząc z Adą o sztuce, malarstwie i życiu. Dyskusje coraz bardziej intymne. On sztuką zajęty lecz samotny, widział, że jest dla niej nie tylko autorytetem, również kimś ważniejszym. Ona spragniona nie tylko ciepła i miłości, lecz zwykłego zainteresowania sobą, promieniała. Kupowała Wlastowi płótna, czyściła pędzle i palety, sprzątała pracownię, gotowała. Wkrótce została modelką jego obrazów. Hofman jakby chciał odrobić stracony w Wysoczanach czas, malował z ogromnym zapałem.  
  W którym momencie jednak, na fali patriotycznego porywu, zaciągnął się do czeskiego wojska. Opowiadał potem o tym czasie dowcipnie, jako, że obserwatorem był bacznym i zmysł humoru posiadał. Przed samym wyjazdem na front spadł z konia i tak naprawdę - po tym z czym w wojsku się zetknął, marzyć zaczął, by się jednak wycofać. I tu Ada pokazała co potrafi. Po wypadku Hofmana zorganizowała w domu spotkanie. Wśród gości znaleźli się ludzie o niezłych w Wiedniu układach, wśród nich naczelny lekarz austriackiego wojska, Czech z pochodzenia - generał dr Franc. Spotkanie zaowocowało czteromiesięcznym pobytem Wlasta w wojskowym szpitalu i zwolnieniem z powodu niezdolności do służby wojskowej: zdecydowany suchotnik, nie pożyje dłużej niż dwa miesiące. Ada nie mogła pozwolić, by coś stało się człowiekowi dzięki, któremu odżyła.  I tak już później było zawsze - opiekuńczym duchem domowym była ona, wszelkie kłody spod nóg Hofmana usuwająca.

Po zwolnieniu z wojska Hofman ponownie rzucił się na pracę. Skończył szpice, które wykonał w szpitalu i malował nowe. Ada, ze swą drobna i delikatną twarzyczką, pozowała mu często. (Portret Adzi, W plenerze, Rozpacz, Spotkanie z kosami, Pożegnanie z Pragą - namalowany w 1916, przynajmniej pół roku przed opuszczeniem Pragi, więc pewnie już oboje wiedzieli, że będą razem). Na dodatek dom zapełnił się gośćmi zafascynowanymi malarzem i jego twórczością, ludźmi ze świata praskiej sztuki, literatury. Wśród nich znalazła się postać, z którą Hofman na długo związał się więzami przyjaźni i wraz z którym zrealizował później wiekopomny projekt - zbiory sztuki słowiańskiej, największy, europejski zbiór sztuki polskiej poza granicami kraju. Jerzy Karasek ze Lvovic - obrazoburczy poeta, gej, miłośnik Przybyszewskiego i kolekcjoner. Wśród gości domu był też Jaroslaw Hasek. Oczywiście stał się kolejnym przyjacielem Hofmana. Podobno malarz nawet zilustrował Przygody dobrego wojaka Szwejka. Jeden z rysunków powstał na kanwie jego upadku z konia. Ale nie widzieliśmy nigdy tych obrazów.
      Hofman malował dużo, ale coraz mocniej tęsknił do Krakowa i swojego kraju - na co wskazuje tematyka obrazów, coraz częściej nawiązująca do marzeń o niepodległości. Ostatecznie latem 2017 roku, razem z Adą wyjechali do Krakowa.
    Jak to się stało, że Ada zdecydowała się na taki krok ? Katolicka rodzina na pewno nie była jej przychylna, w końcu to wielki grzech zostawić męża, gdy ślubowała wierność przed Bogiem.  Zwłaszcza teściowa zarzucała jej pogwałcenie świętego małżeńskiego związku.  To, że mąż wierny nie był - nie ważne, mężczyznom to uchodzi. Ale kobieta ? Ta musi stać przy jego boku bez względu na wszystko.  Tylko ojciec Hofmana ich rozumiał, ale powiedział jej kiedyś "Wybrałaś bardzo ciernistą drogę". Czy miał na myśli jej dalsze układy z rodziną, czy tez świadomość charakteru swojego syna, pochłoniętego malowaniem - nie wiem.

  

Pożegnanie z Pragą, 1916
      

Młodość Adeli Hofman - Ada !!! To nie wypada..

16-letnia Ada z braćmi  oraz dwiema kobietami - druga z prawej, 1900
    Tak się składa, że gdy mężczyzna opuszcza kobietę dla innej - wszyscy traktują to jako normę. Pogadają, psy na nim powieszą, po czym skonstatują "ech ci faceci..." i idą do swoich spraw. Ale jeśli kobieta uczyni ten krok ...  odium hańby zawiśnie na niej na zawsze. Nawet po latach kojarzyć ją będą z tym faktem, choćby przez całe życie aniołem była. A dawniej jeszcze gorzej bywało.  Kobietom i mężczyznom były przypisane zupełnie odmienne role życiowe już w dzieciństwie. Dziewczynkę zwykle wychowywała matka - uczyła jak  być dobrą gospodynią, żoną i matką. W dobrze uposażonych rodzinach panienka szła do szkół, ale uczyła się tam uczyła się manier, ogłady, ewentualnie gry na fortepianie.  Chłopak szedł do szkół po wiedze i  stosowną pozycję społeczną. Wychodząc za mąż kobieta oddawała się w całkowitą władzę męża, on mógł wszystko, ona - nic. Odejść od męża ?!?!? Grzech, hańba, skaza na całe życie. Emancypacja to wynalazek XX w. Generalnie za datę wyzwolenia kobiet uważa się datę uzyskania przez nie praw wyborczych. A w Czechach nastąpiło to dopiero w 1920 r. W Polce - w 1918, co niewiele znaczy, gdyż naród nasz bardziej niż czeski tradycyjny był i, mimo nowego prawa, Polacy wiedzieli lepiej jak być powinno. Toż w końcu i teraz za tę samą pracę facet dostaje większą pensję niż kobieta.
Ada Goller, lat 19
   Ale mi poszło... a miałam pisać o Adzie Hofman. Tak szeroko zaczęłam, bo właśnie ona okazała się na tyle odważna, że odeszła od męża. Panna z dobrego domu, kształcona, mężatka. Niedobrze... Wprawdzie wyjechała z Czech, więc sąsiedzi gadali krótko ale przyjechała do  mentalnie zapóźnionej Polski, a tu już nie przelewki. Ale czy wiedziała ?
   Urodziła się  4 listopada 1884 r. w Vinohradach (ob. dzielnica Pragi), w katolickiej rodzinie, jako trzynaste dziecko, a pierwsza, długo przez ojca wyczekiwana, córka. Zawsze miała bardzo dobry kontakt z ojcem - Franciszkiem Gollerem. Ojciec, ukończywszy Wydział Chemii w Wyższej Szkole Technicznej w Pradze, został wynalazcą - wynalazł nóż do krojenia buraków cukrowych. Młody, zdolny, szybko dostał intratną posadę - został dyrektorem cukrowni w Hralow Dwór koło Brna, a chwilę później - dyrektorem Banku Cukrowniczego w Czechach.  Ożenił się z Katarzyną de domo Hallerową i spłodził z nią dwunastu synów. Marzył o córce. Był typem człowieka otwartego, szeroko wykształcony, interesował się sztuką, muzyka, literaturą, był nawet mecenasem artystów. Gollerowie mieli nawet swoją lożę w Teatrze Narodowym w Pradze. Także dom.   Pewnie i żona interesowała się sztuką - tyle ile trzeba w towarzystwie. Ale utrzymać w ryzach 12 chłopaków, wielki dom, służbę, nie, tu trzeba było silnej ręki.  Gdy urodziła się Ada, potraktowała ją tak samo jak chłopaków - chłodno, krótko, bez pieszczot i czułości. Nie rozumiały się z córką, ciężko było wspólny język znaleźć. Tymczasem ojciec zaszczepił w dziewczynce ciekawość,  gawędził z nią o sztuce, książki podsuwał, do teatru i na wystawy  zabierał. Budził w niej pragnienia, które rzadko której kobiecie  w tych czasach udawało się spełnić.

Ada Hammerowa, 1909 r.
      Mając 11 lat Ada poszła do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry sercanki. Warunki tam były iście spartańskie - zimno, grzyb - zimą woda w kranach zamarzała.  Po niecałym roku dziewczynka zapadła na zdrowiu, poważnie zachorowała na zapalenie stawów, które leczono przez dwa następne lata.  I uczyła się w domu: francuskiego, niemieckiego i gry na fortepianie -  w końcu panienka z dobrego domu. W wieku 16 lat poszła do szkoły, gdzie uczyła się "zawodów domowych"  - pensja dla dziewcząt Madame Libolt. A w wieku 19 lat miała swój pierwszy bal.
    Pierwszy bal posażnej panny z dobrego mieszczańskiego domu, posażnej dyrektorskiej córki. Ładna była, chłopców kręciło się wokół niej sporo. Wśród nich  dr praw Ludwik Hammer. Niewysoki, krągławy, niezbyt przystojny. Że też serce jej zadrżało... A  może nie zadrżało, może głos rodziny miał decydujące znaczenie. W końcu doktor praw to był ktoś, kto dobrze rokował.  A panna już w latach - 19 lat miała, najwyższa pora. Że miłości nie ma ? A musi być ? Może się narodzi w związku, a jak nie to przecież w  tych czasach miłość była raczej ostatnim powodem do ślubu.  Dla Ludwika też nie był to mezalians...I tu po raz pierwszy, dziwnym zrządzeniem losu, spotykały się losy Ady i Wlastimila, jeszcze bez ich udziału. Matka Wlasta - Teofila  i matka Ludwika - Ludmiła - obie Polki z domu Muzyk były siostrami. 
1916 r., stoją od prawej: Wlastimil, Ada (32), Ludwik Hammer, brat Ady
    Pobrali się w 1905 roku. Jak wyglądało to ich wspólne życie ? Chyba nie najlepiej, skoro odcięła Ludwika ze zdjęcia ślubnego i prawie wszystkich następnych wspólnych zdjęć, a nawet wymazała nazwisko  męża. Chyba większość wyrzuciła, bo nie ma zbyt wielu fotografii z tego okresu. Jakby chciała zapomnieć te 10 lat. Zostawiła go tylko na zdjęciach, na których pojawia się Hofman. Jako starsza pani ponoć niejednokrotnie mawiała ze śmiechem, że jej mąż "wolał baletniczki".
     Albo nie zaiskrzyło między młodymi małżonkami, albo Ludwik zniechęcił się, gdy się okazało, że Ada nie może mieć dzieci. A może to ona wtedy stała się nieznośna ?  Nie spełniła się jako matka, a przecież chciała dziecka. Społeczna rola kobiety była jasna - jej główną powinnością było rodzić dzieci. Jak w tej sytuacji mogła być pełnowartościowa ? Na co jej obce języki, znajomość gry na fortepianie, skoro siedziała w domu, gdzie nawet obiadu gotować nie musiała, bo Ludwika "długo pracował". Hammer szybko pocieszać się zaczął w ramionach innych pań, żonę zostawił samą sobie. Pewnie smutne to były lata, do czasu gdy w domu pojawił się Wlastimil Hofman. Z nim to, wbrew rodzinie i całemu światu Ada uciekła do Krakowa.Ciąg dalszy w następnym poście...

  

poniedziałek, 22 maja 2017

wystawa we Wrocławiu

Pławna
 Utknęłam w netarcie,  stretarcie, intermediach, wideo-mediach, nowej sztuce oraz ideologii nowej sztuki antysztuki – przy notkach biograficznych małolatów musiałam napisać o czymś, czego nie znam więc nie rozumiem.  Czytałam przez ostatnie dni, między przygotowywaniem prezentacji do prelekcji o Hofmanie a pisaniem wstępniaków do katalogów wystaw we Wrocku i Goerlitz oraz bieżącymi sprawami  z nocą muzeów związanymi. Czytałam i skonstatować muszę – nie znam się. Zupełnie nic nie wiem, nie rozumiem, a nawet, chyba - nie chcę. Niech inni się męczą,  zachowam pozycję obserwatora.  Ale druga myśl nie dawała mi spokoju – prowincja !!!!! Tyle nowego się dzieje wkoło, a ja (my- mówię o społeczeństwie) w sprawach sztuki wciąż w XIX wieku !  Musiałam też uzupełnić notki biograficzne artystów o najnowsze wystawy, a per mail doprosić się ciężko, więc dziś ruszyłam w objazd.  Z Teresą Kępowicz, którą namówiłam na wyprawę, doskonale wiedząc, że świetne fotki zrobi i nie odmówi. Tym bardziej, że już dawno taką wycieczkę jej obiecałam. 
Teresa:  Wiesz, przestałam się spinać..
Kopaniec
Pławna.
Pogoda piękna, niemal letnia. Pejzaże cudne młodo - zielone i rzepakowo - żółte. Atmosfera świetna, bo z Teresą gada się świetnie, na dodatek genialne pierożki pieczone z ciasta francuskiego z nadziwką mięsną i wege – obie z kaszą gryczaną – zabrała (cobyśmy w trasie z głodu nie pomarły).  Wjeżdżamy do Milińskiego państwa, a jego król, na dziedzińcu wielką, dwumetrową łyżkę farbą maluje. Konserwuje raczej. - Zwolnić muszę, bo przecież nic innego już nie muszę. Wszystko mam, poza tym co kiedyś przez głupotę traciłem – tak mniej więcej brzmiał jego dzisiejszy sens. Nie jest tak, że odpuszcza, jest wszak pracoholikiem. Ale teraz ma to wszystko inny wydźwięk: bo nie musi, jedynie chce.

Michałowice
Robi remont dwóch domów, jeden - „cacuszko maleńkie” -  jest już na ukończeniu. Chałupa z XVIII wieku, na agroturystykę będzie doskonała, dla tych letników, którzy zechcą w szatki z epoki się przebrać i przez wakacje żyć jak to drzewiej bywało.  Ma aktualnie wystawę w Tarnowskich Górach, jedzie na plener gdzieś nad morze chyba, ale kręci go letni plener hofmanowski w Szklarskiej – chce poczuć Hofmanowego ducha.  Nic  nie musi. Jedynie chce.
Byłyśmy tam  koło 11. Niedziela. Przed Cafe Miliński czyli galerią już siedzą goście popijając kawkę, na stole obok Darek łyżkę maluje, po liczbie aut na parkingu widać, że w Zamku Legend goście jacyś już są, a może do Arki poszli. Czyli artystyczne przedsiębiorstwo się kręci samo. Prawie samo, bo rodzina i pracownicy są przecież. Teresa zrobiła trochę zdjęć, pogadaliśmy, pojechałyśmy rzucić okiem na   Muzeum Przesiedleńców / Wypędzonych i w drogę. Co po Milińskim zostanie? Oprócz obrazów, Arki, Zamku, Muzeum i opowieści jak to jeden taki cudak w Pławnej kiedyś mieszkał ? Nowe życie dla odrapanej dolnośląskiej dziury, bo ludzie dzięki niemu zobaczyli, że na wsi też coś można. I to niemało można.
Przesieka
Popielówek.
Kilka dni temu napisałam maila do Mariusza, że przyjedziemy. Nie odpisał więc za dobrą monetę milczenie wzięłam. A jednak nie w porę przyjechałyśmy. Niemieckich gości mieli, w tym pana o szlachetnej głowie, któremu Agnieszka popiersie rzeźbić miała. Jeszcze  przy herbacie i ciasteczkach siedzieli, lecz na środku pracowni stał już kawalet z wielką bryłą gliny i fotel dla modela. Więc tylko herbatka, po kawałku ciasta domowej roboty, chwilka pogawędki, kuchnię cudną, którą Mariusz robi (własnoręcznie wykonane mebelki i malunki: jego – diabeł wylegujący się na boku i Agnieszki – kury), obejrzeć, zdjęcia zrobić i w drogę. Aparatu do nich nie wzięłam, pomna tego, że kiedyś wyrwałam się i pokazałam na FB coś, czego jeszcze pokazywać nie powinnam.
Urszuli Broll praca studencka
Kopaniec
Tu na nas czekali, lecz my jak po ogień. Agata zrobiła nalewkę z arcydzięgla, więc z Teresą – też namiętnie nalewki robiącą – w przepisach zatonęły.
Wczoraj znowu ktoś ze wsi przyniósł skorupy – ceramika, mieszana od XVII do współczesności.  Ten ktoś zgarnął wszystko co znalazł do jednego worka i z odkryciem przyleciał. Szkoda, że ruszał.. Chwile potem archeolog w randze profesora przyjechał, bo w Kopańcu znowu kopią. (Jak sama nazwa wskazuje). Skorupy obejrzał, pokręcił nosem, w pudełku zostały. Leszkowy artykuł o mojej muzealnej szafie malowanej w pejzaże z pokutnymi krzyżami   - już w drodze, kolejna szubienica odkryta i tylko: - Muszę zwolnić, bo jakoś na nic czasu nie mam,  chyba za dużo znajomych – rzekł. Zdjęcie gospodarzy, zdjęcie psów, zdjęcie w galerii Agaty. Na herbatę czasu nie ma, jedziemy.
Michałowice. U Pawła.
Kawa w imbryku się parzy, na stole świeże kwiaty. Mistrz w formie rewelacyjnej. Jakoś odmłodniał i zakwitł, do udziału w wystawie prosić zbytnio nie musiałam, nawet zdjęcia obrazów, które da przygotował.  Ale:
- ja już nic nie muszę, tylko tyle, by na rachunki starczyło…
E tam. Obrazów nowych partia niezła (a niespełna miesiąc temu byłam), ogródek wymuskany choć sarny tulipany zeżarły, mistrz kwitnie, choć.. jakby smutek w kącikach ust.
Pawle powiedz,
bo problem mam
cóż..
Czy to szron masz we włosach
Czy kosmiczny kurz ?  
Zapytał go Kazimierz Pichlak.
"Artysta w każdym calu - w sposobie chodzenia, ubierania, się, trzymania papierosa i mówienia. Nie, nie mówienia, ale wygłaszania poematów prozą ze wspomnień, przemyśleń, patrzenia na rzeczywistość. I jest w tym jakaś melancholia i jakiś żal i odwieczna walka o zwycięstwo dobra, prawdy i piękna.  I ta niezwykła otwartość. Paweł Trybalski. (M. Wołąkiewicz - Lisiak, Paweł Trybalski. Perfekcjonista ze świata wyobraźni).
Nawet nie zorientowałyśmy się kiedy ponad godzina minęła, dobrze, ze zadzwoniła Urszula – gdzie jesteśmy.
A u Urszuli spokój wielki. I też odrobina smutku w kącikach ust.

Prowincja ? A nawet jeśli prowincja,  to życie we właściwym wymiarze. Piękne życie. Tylko skąd ta odrobina smutku?
A tak na marginesie: nic na siłę, tutejszy świat chyba nie chce nowej sztuki. 

sobota, 29 kwietnia 2017

Krystyna Trylańska modelkaa Hofmana

"Ewa", Wlastimil Hofman 1957
     Kim jest Pani Krystyna ? To słynna "Panna Krysia /która/ królowała na turnusach nie od dzisiaj" z piosenki Młynarskiego. Zobaczył ją w czasie pobytu na wczasach w Karpaczu, nietrudno było zauważyć rozmarzony wzrok pana Waldka, który kontarbasistą był tylko z racji hobby, a tak naprawdę pracował jako przewodnik i instruktor kulturalno - oświatowy. Panna Krystyna czasem również pracowała w Karpaczu, a po pracy biegała na taneczne fajfy. "Z Waldziem znałam się bardzo dobrze, ale nie łączyła nas żadna bliższa zażyłość" - opowiada. Nie wiedziała nawet, że stała się bohaterką kultowej w PRL-u piosenki. Ja ją kojarzyłam z Zakopanem, tymczasem okazuje się, że Karpacz i Szklarska Poręba również były miejscem popularnym wśród warszawskich celebrytów.
     Pani Krystyna jest jedną z bardziej znanych w Szklarskiej Porębie postaci. W sierpniu 2017 r. skończy 88 lat, a jeszcze kilka lat temu, dokładniej cztery, oprowadzała wycieczki i udzielała lekcji narciarstwa. Ze względu na kolana (przypadłość narciarska) musiała dać spokój tak intensywnej aktywności. Lecz nadal udziela się społecznie i towarzysko, swą osobą uświetnia ważniejsze miejskie imprezy i  opiekuje się grobem Wlastimila Hofmana.  Profesora - tak malarza nazywają jego modelki, przyjaciele, czy w ogóle ludzie w Szklarskiej, którzy go znali. 
jeden z obrazów cyklu "Sybille", 1954 r.
      W 2017 r. na spotkaniu Ludzi Gór, Pani Krystyna otrzymała dyplom z okazji 55-lecia pracy jako przewodnik sudecki.  Bo jest przewodniczką sudecką, niezłą narciarką,  instruktorką PZN,  i, co widać obok - ulubioną modelką     Wlastimila Hoffmana. "Moja muza" - tak o niej pisał (np. na rewersie darowanych jej fotografii ilustrujących obrazy, do których pozowała. Ostatnio otrzymałam od niej zgodę na ich publikację, co czynię niniejszym. Wlastimila poznała pani Krystyna w jego domu, gdy przyprowadziła tam wycieczkę. Bo Wlastimilówka była wówczas nie lada atrakcją, dość tłumnie odwiedzaną. Mistrz lubił towarzystwo, pięknie opowiadał o Krakowie, malarstwie, Malczewskim, o życiu. Można było słuchać i słuchać... Ale też czasem skarżył się przyjaciołom, że przez tłumy wycieczek nie bardzo ma czas na malowanie. (opowieść pani Janiny Korpal, żony Jana Korpala, przyjaciela Hofmanów). Chociaż i przy gościach malował. Gawędząc oczywiście.
Obraz z tryptyku "Święć się imię twoje", 1955 r.
Pani Krystyna do Szklarskiej Poręby przybyła 1 lutego 1951 r. Przyjechała z nakazem zatrudnienia i dostała pracę w FWP jako   instruktorka sportowa.  Skąd przyjechała ? Nie wiem, może z Łodzi. Jej brat, znany fotografik, Zygmunt Trylański stamtąd pochodzi.
W każdym razie,  za pierwszą pensję kupiła  poniemieckie narty na paski i buty narciarskie. Od razu rzuciła się w wir działań. I choć Szklarskiej jeszcze za dobrze nie znała, już prowadziła wycieczki. Np. do Wodospadu Szklarki, gdzie w sumie poprowadzili ją wczasowicze. Zapytała tylko, w którą stronę trzeba iść, a informacje przeczytała na ulotce. Gdy w 1952 r. powołano Sudecka Grupę Ochotniczego Pogotowia Ratunkowego, którego prezesem był słynny przewodnik Tadeusz Steć,   pierwszą ochotniczką była Krystyna Trylańska.
Wlastimilówkę odwiedziła pierwszy raz z turystami. Jak to się stało, że została modelką Hofmana - nie wiem. A pozowała mu często.  
Podpis na rewersie zdjęcia: Moje dzieło jest Twoim dziełem, 1956
Sportsmenka, instruktorka PZN  ale zawsze elegancka: Gdy przewróciła się na stoku, zawsze musiała poprawić chociaż włosy - opowiada Pan Jurek, trener Pani Krystyny.Na nartach biegali wtedy jeszcze koło WDW Śnieżynka, na wyznaczonych przez trenera trasach.
Pod koniec lat 50. wyjechała nad morze.  Wszędzie zabierała ze sobą narty i obrazy Hoffmana.Wyjechała z jednym narzeczonym, wróciła z drugim – ccenariusz do filmu - śmieje się Pani Krystyna.Wróciła do Szklarskiej Poręby i w 1961r. została Przewodnikiem Górskim Sudeckim klasy II, była jedną z pierwszych kobiet w tym zawodzie. 
Tytuł nieznany ale, patrząc na atrybuty, może z cyklu Pięć panien mądrych, 1956 r.
Zwlekałam z tym, bo nie bardzo interesowały mnie zagadnienia polityczne, a wówczas taki przedmiot był na egzaminie przewodnickim obowiązkowy – tłumaczy. W czasach PRL zadaniem przewodników było też przekazywanie wczasowiczom osiągnięć władzy ludowej. Powtarzano im „jesteście pracownikami politycznymi”. Trzeba było ważyć każde słowo. Jeden z przewodników został zwolniony, gdy opowiedział dowcip o partii. Miał pecha bo akurat oprowadzał wycieczkę członków komitetów wojewódzkich.
Góry nie były też tak dostępne jak dziś. W latach 50. Wojska Ochrony Pogranicza kontrolowały całą strefę nadgraniczną. Wejście np. na Szrenicę lub Śnieżkę wiązało się ze sporządzeniem listy uczestników wycieczki. Przy szlabanie odbierano im dowody osobiste i wydawano specjalne żetony.
- Nie daj Bóg jak ktoś go zgubił. Były wtedy straszne problemy, wyjaśnianie, przesłuchania. Informowano zakład pracy – wspomina pani Krystyna.
a lat ma dopiero 88, moja córka mówi,ze narciarki często tak mają..
W poważne tarapaty można też było wpaść zbliżając się do słupków granicznych. Żołnierze przez lornetki wypatrywali ludzi tuż przy granicy. Jeśli któryś z nich przeszedł nawet na kilka centymetrów na stronę czeską wszczynano alarm. Konsekwencją mogło być np. zwolnienie z pracy.
Niewiele wiem o pani Krystynie, poza tym co piszą w gazetach i ona sama chce powiedzieć w wywiadach. Mam cichą nadzieję, że w Noc Muzeów uda mi się z nią wywiad przeprowadzić. Zobaczymy.



środa, 29 marca 2017

Obrazy religijne Wlastimila Hofmana- na marginesie wystawy

Wychodzę z założenia, ze wszyscy znają Hofmana, tymczasem błąd. Dla tych co nie wiedzą:  http://jbc.jelenia-gora.pl/Content/515/hofman_wlastimil.html     Co najczęściej malował Hofman ? Im więcej obrazów oglądam tym pewniejsze jest, że  niezależnie od tematu "zewnętrznego",  zawsze malował dychotomię ludzkiego życia.  Chłopska, bosa Madonna, piękna dziewczyna  promieniująca czułością, macierzyńską miłością i ciepłą radością, pochyla się nad Dzieciątkiem - początkiem życia. Ale dziecko bawi się krzyżykiem, gdzieś w tle połyskuje daszek kapliczki z drewnianym świątkiem w środku, zadumani pastuszkowie grają na skrzypkach smętną melodię, a na barwnym, ludowym gorsecie Madonny połyskuje broszka w kształcie motyla - symbol duszy, przemiany więc i zmartwychwstania - zdarzenia szczęśliwego jednakowoż poprzedzonego śmiercią. Radosny początek życia lecz pamiętaj człeku o smutnym jego końcu. Starzec i anioł, starzec i dziewczyna, wiosna i zima, rodzenie się i umieranie, ot..życie. Tak, to był  najczęstszy temat. Obok portretów i autoportretów. 
Hofman był religijny. Najpierw dlatego, że był patriotą a prawdziwa polskość to religijność, najświętsza Panienka albo Matka Boska Królowa Polski.   Madonna jest w podkrakowskim, ludowym stroju, bo w prostocie chłopów, w ich religijności, obyczaju i życiu jest, ta młodopolska w końcu, siła narodu polskiego, narodu, którego od ponad stu lat nie ma, od czasu rozbiorów.  Boskość objawia się przez niemal mistyczne przeżycie i objawienie macierzyństwa prostej wiejskiej kobiety. To była raczej ideologia niż wiara.
Tak naprawdę  prawdziwa, tradycyjna jego wiara w Boga w klasycznym  rozumieniu, objawia się w drugiej połowie jego życia - poprzez pełne religijnego żaru wiersze czy malarstwo religijne, dopasowane do kanonu sztuki religijnej.
Szczerze mówiąc zdziwiłam się gdy dowiedziałam się, że Jacek Malczewski, mistrz Hofmana był bardzo religijny. Nie sądziłam patrząc na jego,  zakochane w fizyczności, haptyczne, dynamiczne, pełne zmysłowego życia malarstwo. A mawiał: Bo to, proszę pani zacnej, ludzie myślą, że sztukę to można robić, a sztukę trzeba wymodlić. Nie wystarczy, żeby umieć rzemiosło najlepiej, trzeba wielbić Boga, i Hofman: Sztukę robi się jako służbę bożą. Moja sztuka rozwija się naokoło modlitwy, naokoło zetknięcia się ducha ludzkiego z Bogiem (..) modlitwa ducha i ciała to najwyższe objawy ludzkie, najgodniejsze do przedstawienia w sztuce. 
Tu akurat pokazuję mniej typowe dla Hofmana malarstwo - obrazy malowane na zamówienie kościoła,  wpisane w religijny kanon. No..może upadek pod krzyżem - poprzez stroje kobiet - różni się nieco od ponadczasowej ikonografii kościelnej.  Im dłużej się im przyglądam ( a mam je teraz na wystawie), tym bardziej doceniam.. kompozycję, ekspresję formy i barwy, rolę podobrazia wykorzystanego w kompozycji jako kolor. Jeden mankament mają - są malowane niestarannie, a widz tego nie lubi. Ponadto bez rozsądnych ram i bardzo zakurzone... wołają o konserwację.

wtorek, 14 marca 2017

Hofman moderne

To obraz z 1927 r. Jak widać próbował Wlastimil  różnych opcji, aczkolwiek zawsze wracał do tej najbardziej naturalnej dla siebie. Tej określanej czasem mianem genialnego kiczu. Może coś w tym jest ? Jeśli obraz przemawia do wszystkich i wszyscy go czują na poziomie pozazmysłowym ? Bo wynalazł tą najprostszą  prawdę z dna ludzkiej duszy ? Bo kicz to prostota ? E tam, bzdurzę... może.. nie wiem co napisać, bo  nie jest  to malarz mój ulubiony.
Czytając o Hofmanie dziwię się, że tak niewielu pisze o świecie, który go ukształtował, którego wpływ tak ewidentnie czytelny jest w jego sztuce. Świat końca wieku, świat przełomu. Niejednokrotnie pisałam o koloniach artystów, o powodach ich powstawania i wracać do tego nie chcę, ale to jest tło najszersze. Przemiany społeczne, polityczne, odkrycia naukowe, rozwój przemysłu, rozwój ruchów robotniczych, szukanie nowych dróg dla świata, psychologia i Freud, wolność i rewolucje, nowa filozofia, teozofia i okultyzm, fascynacja wschodem, dekadencja końca wieku, koniec epoki. Totalny misz - masz oraz niechęć do racjonalnego spojrzenia, wiara w  intuicję i poznanie pozazmysłowe. Böcklin, Puvis de Chavannes, prerafaelici... Hofman dość często o nich mówił, bywał w świecie, znał się.
Bliżej.. Koniec XIX w. i początek XX  w Krakowie to Młoda Polska, najważniejsza epoka w całej  polskiej sztuce, najbardziej twórcza, wewnętrznie różnorodna, ale i spójna, całkiem odrębna od reszty świata.. A Hofman wtedy, na początku wieku dorastał i uczył się malarstwa.  Kraków to Zenon Przesmycki, słynny Miriam - tłumacz Nietzchego i Kierkegaarda,  odkrywca i wydawca Norwida, autor idei sztuki jako dziedziny metafizycznej i symbolu jako najwyższego środka  wyrazu artystycznego. Hofman był współzałożycielem grupy Pięciu - chłopaków zwanych też norwidowcami, twierdził, że ukształtował go Nietzche i Freud, posługiwał się intuicją i symbolem.  Kraków to Przybyszewski - legenda cyganerii, bohater plotek i skandali, ulubieniec poetów, twórca idei "nagiej duszy" i manifestu Confiter, "genialny Polak" w Berlinie.  To "Szał" Podkowińskiego, błędne koła i chimery u studni oraz Tobiasze patriotycznego i  religijnego nad wyraz, ukochanego mistrza Hofmana - Malczewskiego. To Feliks Manggha Jasieński z kolekcją sztuki wschodu i własną teorią sztuki, Witkiewicz z zakopiańskim stylem, Wyspiański z ideą dzieła totalnego i teorią monumentalnej sztuki  z gotyku poczętej  oraz z chłopomanią, której najpiękniejszy wyraz dał w "Weselu".... bardzo dużo tego, a i tak to zaledwie kropla tego co wówczas się działo.
A wszystko w Krakowie, gdzie polski Wawel królów i całe, czczone polskie dziedzictwo na niewielkiej przestrzeni galicyjskiego miasta skupione, dziedzictwo narodu, którego nie ma od stulecia. Sztuka już wcześniej stała się enklawą polskości, miejscem dbałości o polską tożsamość.  Czemu akurat wtedy tak mocno wybuchła ? Pewnie wiem, ale wiem też, że odbicie  wszystkich tych wątków znaleźć można u Hofmana.