piątek, 15 września 2017

na marginesie pisania o Wlastimlu - jak Malczewski malował Hofmana


twarz Hofmana po lewej stronie
       Chyba trudne jest być dla kogoś autorytetem.. Jak Malczewski dla Hofmana - jego nauczyciel, przyjaciel, mentor. Czy dla Malczewskiego Hofman był przyjacielem ?   Nie wiem, dla niego kimś takim był chyba Matejko. Niekoniecznie ze względu na sztukę, ze względu na autorytet właśnie.  Dorota Kudelska, która bada twórczość Malczewskiego,  nie spotkała jeszcze - jak mówi - jego opinii na temat Hofmana. Szkoda, mielibyśmy dwugłos. Bo Hofman go wielbił,  nazywał Michałem Aniołem współczesności. Poniekąd się z tym zgadzam, choć sztuka Michała Anioła do mnie nie przemawia, sztuka Malczewskiego - tak. Kiedyś w Palestynie wygłosił Hofman wykład na temat swojego artystycznego guru. Tam sprecyzował walory sztuki Mistrza. Cytując leonardowską definicję dzieła doskonałego, wskazał tę doskonałość na przykładzie Śmierci Ellenai Malczewskiego.  (To blog jest więc skracam sobie tekst do woli).  To doskonałość formy: rysunek jest wielki, szeroki, monumentalny i syntetyczny; światłocień  doskonale przeprowadzony, koloryt pełen dostojnej  harmonii ... Koloryt podkreśla nastrój uczuciowy w obrazie, służy założeniom kompozycyjnym dzieła, nigdy nie jest przypadkowym, wiernym fotograficznym odbiciem chwili.
To doskonałość uczucia - uczucie, które przemawia do widza.
To doskonałość idei, nieodłącznego elementu dzieła. Jego (Malczewskiego) wpływ na  artystów jemu współczesnych był ogromny, coś w rodzaju wpływu  Bajrona na romantyków różnych narodów.
     
Wielki nauczyciel  jest ważny dla każdego malarza. Dla Hofmana ważniejsze było coś innego. Malczewski dał mu skrzydła, tak jak on sam, kiedyś później przypiął skrzydła młodemu Sztaudyngerowi. Mistrz wskazał uczniowi drogę i tylko leciutko pchnął na nią, dał mu warsztat nie dusząc indywidualności,  nauczył konsekwencji i wiary w swoje cele. 
            Malczewski w owym jeszcze czasie  nie miał wielu uczniów. Było nas najwyżej  około piętnastu, ale każdy z nas, już po kilkudniowym pobycie na jego kursie, nabrał jakiegoś, nieokreślonego i może nawet niezupełnie uświadomionego przeświadczenia o swojej wyższości wobec kolegów z innych kursów. Malczewski bowiem swoją oryginalnością, nowością swych poglądów, swym żywym i niesłychanie śmiałym, a równocześnie bystrym i  trafnym krytycyzmem impregnował całe swoje otoczenie. Kiedy przyszedł na korektę, zdarzało się, że korektę przerywał, kazał się modelowi ubrać i zaczął z nami mówić o sztuce. Z jak błyszczącymi od wewnętrznego żaru i wzruszenia  oczyma wychodziliśmy po takich rozmowach… W zetknięciu się z nim, niesłychanie swobodnym i koleżeńskim, przemieniliśmy się ze swobodnych studentów, w nieuznających żadnych kompromisów zapaleńców, pełnych entuzjazmu dla wielkiej sztuki. I to wszyscy bez wyjątku.
   
         Malczewskiego pokochałem po pierwszym moim z nim zetknięciu się i to uczuciem entuzjastycznym młodego serca. Należałem do tych, coby się za swego mistrza bili. Malczewski też niewątpliwie wpłynął na moja sztukę decydująco. On to odkrył z całą stanowczością, że jestem urodzonym kompozytorem, że mam swoją poezję i treść i, że szkoda byłby mojego talentu na portrety. Sam Malczewski był malarzem poetą, prawdziwym twórcą. 
          Wlastimil Hofman malował Malczewskiego kilkakrotnie, niestety nie uchwycił w jego portretach tych cech osobowości mistrza, o których tak żywo opowiadał.  On zaś był przez Malczewskiego malowany przynajmniej trzykrotnie. Portret Hofmana znajduje się po lewej stronie postaci siedzącej kobiety obrazie pt. Pytia z 1917 r. (Galeria Lwowska). Dwa kolejne obrazy: Niewierny Tomasz z 1911 r. i Introdukcja (Nike zawiązująca sandał ) z 1914 r. związane są z pewnym wydarzeniem opisywanym przez Hofmana. Otóż, będąc jeszcze studentem, wdał się w spór z kolegą Mitarskim,  który zgodnie z prowadzoną wówczas przez znawców kontestacją sztuki Malczewskiego ostro go krytykował. Ognista dyskusja trwała kilka godzin. Idąc do pracowni rozogniony malarz spotkał swojego mistrza i, po krótkiej rozmowie, pożegnał się słowami „niech się pan profesor trzyma”.  Za jakiś czas ujrzał obraz pt. Niewierny Tomasz, z postacią Malczewskiego w roli Chrystusa i swoją w roli Tomasza. Widocznie Malczewski myślał, że i ja zwątpiłem w jego sztukę. Dopiero później, niejako na przeprosiny J. Malczewski, malując skrzydlatą „Nikę” poprawiającą rozwiązany sandał, umieścił moją głowę obok swojej. Chociaż Hofman malował całkowicie odmiennie od mistrza, idee wpojone przez niego trwały w nim przez całe jego życie.


niedziela, 27 sierpnia 2017

Wołyń. Andrzej Boj Wojtowicz

Wołyń
Obejrzałam obraz "Wołyń" Andrzeja Boja Wojtowicza.
W ponurym pejzażu, ponury świat, nic nie zostało, tylko pył,  cienie

wtorek, 6 czerwca 2017

Pierwszy Kraków Ady i Paryż

     Gdy Hofman z Adą przyjechali do Krakowa okazało się, że w jego dawnej pracowni  mieszka już jakaś obca rodzina. Trzeba było szukać nowego miejsca i udało się - sublokatorka przy ul. Ks. Józefa 18. Ada ogarnęła mieszkanko, powiesiła przywiezione z Pragi  obrazy i szkice, zajęła się wszystkim. Bo Hofman malował. To, że nie utrzymywali żadnych towarzyskich kontaktów może wzięło się stąd, że się bali. Ada jeszcze nie miała rozwodu, a kobieta zamężna mieszkająca z kochankiem to jawny skandal, zwłaszcza w Polsce i zwłaszcza w Krakowie. A kłamać nie umieli oboje. Pieniądze mieli, po sukcesie w Europie, w końcu i w Polsce zaczęli go  wystawiać i dużo sprzedawał. Stał się  popularny. Jak sam zauważył, w Polsce wartość ma nie sztuka lecz nazwisko. A on nazwisko już miał. Choć uważał,  że właściwie najlepszy malarsko okres - ten na początku drogi, gdy wystawiał się w Wiedniu, Monachium i Pradze, ma już za sobą. Tak naprawdę, poza kupującymi obrazy, jedynymi gośćmi w ich domu były dzieci. Pozujące do obrazów, hołubione, karmione i ubierane przez Adę, która swoich dzieci nie miała, więc wszystkie macierzyńskie uczucia przelewała na obce dzieciaki, ptaszki, kotki i pieska.
       Radosny spokój długo nie trwał - znowu w życie wmieszała się polityka. Zaczęła się polsko - czeska batalia o Zaolzie. Nie jestem dobra w tej historii więc poczytałam sobie trochę. Niestety najpierw trafiłam na artykuł w "Uważam rze" i krew mnie zalała, gdy wylał się z niego szowinistyczny wrzask, coś co mnie mierzi w tej naszej odmianie patriotycznej polskości. Rozumiem, że szlag trafić może gdy się wie o liście Masaryka do Benesa, w którym stoi Polakom nie zaszkodziłoby uderzenie w twarz, przeciwnie nawet pomogłoby w wytępieniu niebezpiecznych szowinistów. Ale na litość ! Prawie 100 lat upłynęło od tamtej historii, żyjemy razem w unii, po co pisać tak zajadle, po co prowokować wzajemną nienawiść ? Niechęć między nami a Czechami i bez tego istnieje. No chyba, że ktoś lubi mieć wrogów...
Kraków, 1918, w  pracowni
   Wracając.... Po I wojnie Polska uzyskała upragnioną niepodległość. Najszybciej  Polski stał się Śląsk Cieszyński, wcześniej nawet niż Kraków, bo już w październiku 1918 roku mieszkający tu  Polacy powołali Radę Narodową Księstwa Cieszyńskiego, która legitymizowała polską władzę.  Rozbrojono żołnierzy austriackich, tam, gdzie mieszkali Polacy zawisły biało-czerwone flagi. (Cieszyn, Karwina, Bogumin).  Czesi, którzy też mieszkali na Śląsku Cieszyńskim przejęli miejscowości w większości zamieszkałe przez Czechów. Każdy kraj przejmuje ten teren, gdzie mieszkają jego ludzie, wola ludności i przynależność narodowa miały decydować - takie były powojenne ustalenia. Tak się nie stało.  Państwo Czeskie po stuleciach niebytu odbudowujące  się na gruzach monarchii austro-węgierskiej, chciało swojej dawnej wielkości i historycznego blasku. Wprawdzie zupełnie odmienny pogląd mieli Słowacy - notabene popierani przez Polskę - ale co tam  przynależność narodowa, ma być wielkie państwo czechosłowackie i już.  A taka odbudowa   państwowości wymaga  środków, więc i rozwiniętej gospodarki, a Śląsk Cieszyński ze swoimi kopalniami był bogaty. Zaczęły się przepychanki. Oczywiście nie było to takie jednoznaczne, w cieszyńskim ścierały się frakcje polska, czeska, niemiecka i śląska, ta ostatnia najsilniejsza aczkolwiek bez formalnej państwowości. 
Autoportret z Adą, 1918
  Gdy Polacy przygotowywali wybory do Sejmu Ustawodawczego Rzeczypospolitej, 26 stycznia 1919 roku  Czesi zajęli sporne tereny, wykorzystując fakt, że Polska zajęta jest wojną z Rosją, a w Wielkopolsce trwa kolejne powstanie. 
  Zrobiło się nieprzyjemnie. Zwłaszcza w Krakowie, gdzie szowinizm zawsze był silny, wobec wszystkich innych. Nie dość, że Hofman uważany była za Czecha, mimo wielokrotnych deklaracji przynależności do narodowości polskiej, to jeszcze przywiózł sobie czeska kobietę. I nie żonę....
Pisał: Inaczej wyobrażałem sobie niepodległość. Nie sądziłem, że tak szybko rozpalą się w narodzie namiętności polityczne i dojdzie do głosu zawiść i nienawiść. Myślę o awanturze (...) o Śląsk Cieszyński. Przeżyłem ją ciężko, na pewno ciężej niż niejeden Polak czy Czech, dla którego była to tylko sprawa polska albo czeska. Dla mnie znaczyła  coś więcej. Odłożyłem pędzle na całe tygodnie, gorzkniałem... Kraków, i nie tylko Kraków, upajał się łajdactwem.
Ślub cywilny Hofmanów Paryż, 29.04.1920
   Zaczęły się anonimy oskarżające Adę o szpiegostwo,  granatowi, którzy stali pod domem chodzili za nimi wszędzie, w domu była dwukrotna rewizja. Hofman Nie było przyjemnie, ani bezpiecznie. Hofman złożył wniosek o paszport i go nie dostał. Więc razem z Adą wyjechali nielegalnie, przez Zakopane i zieloną granicę. Paszport dostał w Pradze, podobnie jak kilka innych,  intratnych propozycji, jak objęcie katedry rysunku w praskiej akademii czy stypendium rządowe. Nie chciał. Sprzedał część przywiezionych obrazów i przez Wiedeń i Monachium, wraz z Adą wyjechali do Paryża. Chyba w czasie pobytu w Pradze właśnie Ada uzyskała upragniony rozwód z Ludwikiem Hmmerem. A gdy to się stało, 29 kwietnia w Paryżu odbył się ślub cywilny Ady i Wlasta. Powyższe zdjęcie wykonano zaraz po ceremonii. Czemu na nim są tylko mężczyźni ? Poza panną młodą oczywiście... 
Portret Ady na bębnie, 1920
   W Paryżu wynajęli mały pokoik przy Moulin 18 w XIV Dzielnicy i rozpoczęli nowe życie. Również towarzyskie. Byli częstymi gośćmi w domu Mickiewiczów, zaprzyjaźnili się z Tadeuszem Makowskim.  Oczywiście natychmiast w ich domu pojawiły się dzieci.  Hofman malował Ada, jak to Ada zajmowała się całą resztą, łącznie z organizowaniem mężowskich wystaw, które okresowo poprawiały ich sytuację bytową. Bo nie było najlepiej, mimo że żyli skromnie. Wszyscy znają opowieść o tym, jak to kiedyś Ada i Wlast wybrali się na obiad, za ostatnie pieniądze. Miast zjeść jednak kupili od jakiegoś handlarza bęben, na którym Hofman strzelił taki oto portrecik żony - zaraz po powrocie, jeszcze w futrze. Sytuacja  poprawiła się znacznie, gdy obraz Hofmana kupił pewien pediatra i w poczekalni gabinetu powiesił. To malarstwo jest lubiane, dzisiaj również, więc szybko pojawiła się klientela.   
     Czy Ada była szczęśliwa ? Pewnie tak, w końcu miała przy boku ukochanego mężczyznę. Wprawdzie traktowała go jak dziecko, bo w życiowych sprawach  Hofman dzieckiem pozostawał, ale warto było. Choćby za to co dostawała od niego - miłość, wierność, zaufanie.

Zauroczenie. Ada i Wlast.

Wlastowi Ada, 1915
      Był gorący rok 1914. Błyskawiczny rozwój przemysłu wymaga nowych, zamorskich rynków zbytu. Francja i Wielka Brytania walczą o kolonie, coraz bardziej agresywną politykę w tej kwestii prowadzi III Rzesza. Rozpadające się Imperium Osmańskie kusi  Austro-Wegry i Rosję, która na dodatek chce wpływów na Bałkanach. A tam Serbia, uzależniona gospodarczo od Autro-Wegier, marzy o niezależnej Wielkiej Serbii -  a tamtejszy zamęt zdecydowanie leży w interesie Rosji. Sama Rosja wrze rewolucyjnie, już raz wybuchła, za chwilę  wybuchnie znowu. W krajach gdzie rządzi nacja niemiecka toczy się walka między kulturą słowiańską a germańską. Jest gorąco, zaczyna się europejski wyścig zbrojeń, Europą rządzą już nie dynastie lecz rywalizujące ze sobą bloki polityczno - militarne. Wystarczy  iskra i ta zdarza się  28 czerwca 1914 roku - zamach w Sarajewie. Wojna. Rosja - Francja - Wielka Brytania kontra Niemcy - Austro-Węgry - Włochy. I cała drobniejsza reszta świata, w tym Polska i Czechy - jako element monarchii austro-węgierskiej.
       A Wlast maluje, nic nie wie zatopiony w swoim własnym  świecie. Tymczasem rodzina się martwi, w Krakowie mobilizacja, a jeśli i jego do wojska wezmą ? Co delikatny i wrażliwy artysta zrobi w armii, na wojnie ?  Gdy ta groza  w końcu do niego dociera,  przenosi się wraz z dobytkiem do mieszkania rodziców.  I 25 listopada wraz z ojcem wyjeżdża z Krakowa do Wysoczan pod Pragą, do rodziny. Lepiej zniknąć przed poborem do wojska. 
Ada i Wlastimil jako żołnierz, Hrebenki, 1916 r.
    Rodzina stryja to rolnicy. Młodzi już  w wojsku, a tu trzeba pomóc w młócce czy w buraczanych wykopach, co łatwe nie jest.  Metalowy krzyżak  na długim drągu służący do podważenia buraka, wbijany po raz setny w twardą ziemię, rani dłonie, bąble odcisków pękają. Wojna miała się skończyć szybko, a trwa i trwa. Hofman nie maluje, nie ma siły, nie ma weny, a przede wszystkim narzędzi. Malarz, intelektualista nie potrafił,  wśród rolników zajętych pracami polowymi, znaleźć pożywki dla swojej twórczości. Więc gdy tylko trafiła się okazja - wyjechał do Pragi na zaproszenie swojego ciotecznego brata - Ludwika Hammera.
   Spotkali się w knajpce, o rodzinie, dawnych czasach i aktualnej polityce pogadali. Potem o niskich zarobkach Ludwika, trudnej teraz sytuacji, Hofman napomknął o życiu w Wysoczanach, że nie maluje, nie ma weny ani sztalug. Więc Ludwik zaprosił go do siebie, do domu na Hrebenkach - bo pokój wolny na poddaszu ma, w sam raz na pracownię i mieszkanie dla kuzyna.
   W pierwszej chwili pomyślałam, że zmyślny Ludwiczek: Ada będzie miała zajęcie, a on wolną rękę. Można odnieść wrażenie, że popychał żonę w ręce Hofmana. Ale to jest opowieść jednostronna, z ust Ady i Wlasta zasłyszana, wielokrotnie później różnym ludziom w Szklarskiej opowiadana, pewnie też stosownie ubarwiona. Hofman, szlachetny i szczery, niezłym gawędziarzem był jednak, a gawęda wymaga koloru, dynamiki i ekspresji.  Może jednak Ludwikowi serce truchlało na widok romansu rozgrywającego się na jego oczach, choć pewnie na początku jedynie w sferze werbalnej, platonicznej. Czemu nie walczył o żonę lecz z kuzynem sam na sam na długie godziny ją zostawiał ? Czy rozwód jej dał bez problemów czy były awantury ? Nie dowiemy się tego, chyba, że jest coś w jego pamiętnikach, których jak na złość pan Wacław, spadkobierca Hofmanów, nie udostępnia.
   Pierwsze spotkanie Ady i Wlasta wypadło świetnie. Do jej smutnego domu przyjechał artysta, znany artysta,  człowiek, którego obraz "Na światło" kupił jej ojciec, gdy wraz z nim na wystawę grupy Manes w 1906 roku poszła. Teraz był w jej domu, o wielkim świecie barwnej cyganerii opowiadał, o tym o czym wiedział, marzyła. Kraków był wówczas ważną stolicą kultury, tyglem sztuki, miastem ikony Młodej Polski - Przybyszewskiego - znanego w całej Europie również ze skandalicznego prowadzenia się, - kreatora berlińskiej i krakowskiej bohemy. Jakie to romantyczne, ekscytujące dla kobiety, która 10 lat spędziła praktycznie samotnie w praskim domu. I Hofman mówił  pięknie o sztuce, dzielił się myślami, pytał i odpowiadał. Może nie był szaleńczo przystojny, nieduży i szczupły, po kobiecemu delikatny, ale nad wyraz szarmancki, no i zamieszkał w ich domu.
    Najpierw były posiłki, które teraz miała dla kogo gotować. I rozmowy. Męża zwykle w domu nie było, poza chwilami wspólnych wycieczek, więc mieli czas dla siebie. Hofman malował, w czasie pracy gawędząc z Adą o sztuce, malarstwie i życiu. Dyskusje coraz bardziej intymne. On sztuką zajęty lecz samotny, widział, że jest dla niej nie tylko autorytetem, również kimś ważniejszym. Ona spragniona nie tylko ciepła i miłości, lecz zwykłego zainteresowania sobą, promieniała. Kupowała Wlastowi płótna, czyściła pędzle i palety, sprzątała pracownię, gotowała. Wkrótce została modelką jego obrazów. Hofman jakby chciał odrobić stracony w Wysoczanach czas, malował z ogromnym zapałem.  
  W którym momencie jednak, na fali patriotycznego porywu, zaciągnął się do czeskiego wojska. Opowiadał potem o tym czasie dowcipnie, jako, że obserwatorem był bacznym i zmysł humoru posiadał. Przed samym wyjazdem na front spadł z konia i tak naprawdę - po tym z czym w wojsku się zetknął, marzyć zaczął, by się jednak wycofać. I tu Ada pokazała co potrafi. Po wypadku Hofmana zorganizowała w domu spotkanie. Wśród gości znaleźli się ludzie o niezłych w Wiedniu układach, wśród nich naczelny lekarz austriackiego wojska, Czech z pochodzenia - generał dr Franc. Spotkanie zaowocowało czteromiesięcznym pobytem Wlasta w wojskowym szpitalu i zwolnieniem z powodu niezdolności do służby wojskowej: zdecydowany suchotnik, nie pożyje dłużej niż dwa miesiące. Ada nie mogła pozwolić, by coś stało się człowiekowi dzięki, któremu odżyła.  I tak już później było zawsze - opiekuńczym duchem domowym była ona, wszelkie kłody spod nóg Hofmana usuwająca.

Po zwolnieniu z wojska Hofman ponownie rzucił się na pracę. Skończył szpice, które wykonał w szpitalu i malował nowe. Ada, ze swą drobna i delikatną twarzyczką, pozowała mu często. (Portret Adzi, W plenerze, Rozpacz, Spotkanie z kosami, Pożegnanie z Pragą - namalowany w 1916, przynajmniej pół roku przed opuszczeniem Pragi, więc pewnie już oboje wiedzieli, że będą razem). Na dodatek dom zapełnił się gośćmi zafascynowanymi malarzem i jego twórczością, ludźmi ze świata praskiej sztuki, literatury. Wśród nich znalazła się postać, z którą Hofman na długo związał się więzami przyjaźni i wraz z którym zrealizował później wiekopomny projekt - zbiory sztuki słowiańskiej, największy, europejski zbiór sztuki polskiej poza granicami kraju. Jerzy Karasek ze Lvovic - obrazoburczy poeta, gej, miłośnik Przybyszewskiego i kolekcjoner. Wśród gości domu był też Jaroslaw Hasek. Oczywiście stał się kolejnym przyjacielem Hofmana. Podobno malarz nawet zilustrował Przygody dobrego wojaka Szwejka. Jeden z rysunków powstał na kanwie jego upadku z konia. Ale nie widzieliśmy nigdy tych obrazów.
      Hofman malował dużo, ale coraz mocniej tęsknił do Krakowa i swojego kraju - na co wskazuje tematyka obrazów, coraz częściej nawiązująca do marzeń o niepodległości. Ostatecznie latem 2017 roku, razem z Adą wyjechali do Krakowa.
    Jak to się stało, że Ada zdecydowała się na taki krok ? Katolicka rodzina na pewno nie była jej przychylna, w końcu to wielki grzech zostawić męża, gdy ślubowała wierność przed Bogiem.  Zwłaszcza teściowa zarzucała jej pogwałcenie świętego małżeńskiego związku.  To, że mąż wierny nie był - nie ważne, mężczyznom to uchodzi. Ale kobieta ? Ta musi stać przy jego boku bez względu na wszystko.  Tylko ojciec Hofmana ich rozumiał, ale powiedział jej kiedyś "Wybrałaś bardzo ciernistą drogę". Czy miał na myśli jej dalsze układy z rodziną, czy tez świadomość charakteru swojego syna, pochłoniętego malowaniem - nie wiem.

  

Pożegnanie z Pragą, 1916
      

Młodość Adeli Hofman - Ada !!! To nie wypada..

16-letnia Ada z braćmi  oraz dwiema kobietami - druga z prawej, 1900
    Tak się składa, że gdy mężczyzna opuszcza kobietę dla innej - wszyscy traktują to jako normę. Pogadają, psy na nim powieszą, po czym skonstatują "ech ci faceci..." i idą do swoich spraw. Ale jeśli kobieta uczyni ten krok ...  odium hańby zawiśnie na niej na zawsze. Nawet po latach kojarzyć ją będą z tym faktem, choćby przez całe życie aniołem była. A dawniej jeszcze gorzej bywało.  Kobietom i mężczyznom były przypisane zupełnie odmienne role życiowe już w dzieciństwie. Dziewczynkę zwykle wychowywała matka - uczyła jak  być dobrą gospodynią, żoną i matką. W dobrze uposażonych rodzinach panienka szła do szkół, ale uczyła się tam uczyła się manier, ogłady, ewentualnie gry na fortepianie.  Chłopak szedł do szkół po wiedze i  stosowną pozycję społeczną. Wychodząc za mąż kobieta oddawała się w całkowitą władzę męża, on mógł wszystko, ona - nic. Odejść od męża ?!?!? Grzech, hańba, skaza na całe życie. Emancypacja to wynalazek XX w. Generalnie za datę wyzwolenia kobiet uważa się datę uzyskania przez nie praw wyborczych. A w Czechach nastąpiło to dopiero w 1920 r. W Polce - w 1918, co niewiele znaczy, gdyż naród nasz bardziej niż czeski tradycyjny był i, mimo nowego prawa, Polacy wiedzieli lepiej jak być powinno. Toż w końcu i teraz za tę samą pracę facet dostaje większą pensję niż kobieta.
Ada Goller, lat 19
   Ale mi poszło... a miałam pisać o Adzie Hofman. Tak szeroko zaczęłam, bo właśnie ona okazała się na tyle odważna, że odeszła od męża. Panna z dobrego domu, kształcona, mężatka. Niedobrze... Wprawdzie wyjechała z Czech, więc sąsiedzi gadali krótko ale przyjechała do  mentalnie zapóźnionej Polski, a tu już nie przelewki. Ale czy wiedziała ?
   Urodziła się  4 listopada 1884 r. w Vinohradach (ob. dzielnica Pragi), w katolickiej rodzinie, jako trzynaste dziecko, a pierwsza, długo przez ojca wyczekiwana, córka. Zawsze miała bardzo dobry kontakt z ojcem - Franciszkiem Gollerem. Ojciec, ukończywszy Wydział Chemii w Wyższej Szkole Technicznej w Pradze, został wynalazcą - wynalazł nóż do krojenia buraków cukrowych. Młody, zdolny, szybko dostał intratną posadę - został dyrektorem cukrowni w Hralow Dwór koło Brna, a chwilę później - dyrektorem Banku Cukrowniczego w Czechach.  Ożenił się z Katarzyną de domo Hallerową i spłodził z nią dwunastu synów. Marzył o córce. Był typem człowieka otwartego, szeroko wykształcony, interesował się sztuką, muzyka, literaturą, był nawet mecenasem artystów. Gollerowie mieli nawet swoją lożę w Teatrze Narodowym w Pradze. Także dom.   Pewnie i żona interesowała się sztuką - tyle ile trzeba w towarzystwie. Ale utrzymać w ryzach 12 chłopaków, wielki dom, służbę, nie, tu trzeba było silnej ręki.  Gdy urodziła się Ada, potraktowała ją tak samo jak chłopaków - chłodno, krótko, bez pieszczot i czułości. Nie rozumiały się z córką, ciężko było wspólny język znaleźć. Tymczasem ojciec zaszczepił w dziewczynce ciekawość,  gawędził z nią o sztuce, książki podsuwał, do teatru i na wystawy  zabierał. Budził w niej pragnienia, które rzadko której kobiecie  w tych czasach udawało się spełnić.

Ada Hammerowa, 1909 r.
      Mając 11 lat Ada poszła do szkoły z internatem prowadzonej przez siostry sercanki. Warunki tam były iście spartańskie - zimno, grzyb - zimą woda w kranach zamarzała.  Po niecałym roku dziewczynka zapadła na zdrowiu, poważnie zachorowała na zapalenie stawów, które leczono przez dwa następne lata.  I uczyła się w domu: francuskiego, niemieckiego i gry na fortepianie -  w końcu panienka z dobrego domu. W wieku 16 lat poszła do szkoły, gdzie uczyła się "zawodów domowych"  - pensja dla dziewcząt Madame Libolt. A w wieku 19 lat miała swój pierwszy bal.
    Pierwszy bal posażnej panny z dobrego mieszczańskiego domu, posażnej dyrektorskiej córki. Ładna była, chłopców kręciło się wokół niej sporo. Wśród nich  dr praw Ludwik Hammer. Niewysoki, krągławy, niezbyt przystojny. Że też serce jej zadrżało... A  może nie zadrżało, może głos rodziny miał decydujące znaczenie. W końcu doktor praw to był ktoś, kto dobrze rokował.  A panna już w latach - 19 lat miała, najwyższa pora. Że miłości nie ma ? A musi być ? Może się narodzi w związku, a jak nie to przecież w  tych czasach miłość była raczej ostatnim powodem do ślubu.  Dla Ludwika też nie był to mezalians...I tu po raz pierwszy, dziwnym zrządzeniem losu, spotykały się losy Ady i Wlastimila, jeszcze bez ich udziału. Matka Wlasta - Teofila  i matka Ludwika - Ludmiła - obie Polki z domu Muzyk były siostrami. 
1916 r., stoją od prawej: Wlastimil, Ada (32), Ludwik Hammer, brat Ady
    Pobrali się w 1905 roku. Jak wyglądało to ich wspólne życie ? Chyba nie najlepiej, skoro odcięła Ludwika ze zdjęcia ślubnego i prawie wszystkich następnych wspólnych zdjęć, a nawet wymazała nazwisko  męża. Chyba większość wyrzuciła, bo nie ma zbyt wielu fotografii z tego okresu. Jakby chciała zapomnieć te 10 lat. Zostawiła go tylko na zdjęciach, na których pojawia się Hofman. Jako starsza pani ponoć niejednokrotnie mawiała ze śmiechem, że jej mąż "wolał baletniczki".
     Albo nie zaiskrzyło między młodymi małżonkami, albo Ludwik zniechęcił się, gdy się okazało, że Ada nie może mieć dzieci. A może to ona wtedy stała się nieznośna ?  Nie spełniła się jako matka, a przecież chciała dziecka. Społeczna rola kobiety była jasna - jej główną powinnością było rodzić dzieci. Jak w tej sytuacji mogła być pełnowartościowa ? Na co jej obce języki, znajomość gry na fortepianie, skoro siedziała w domu, gdzie nawet obiadu gotować nie musiała, bo Ludwika "długo pracował". Hammer szybko pocieszać się zaczął w ramionach innych pań, żonę zostawił samą sobie. Pewnie smutne to były lata, do czasu gdy w domu pojawił się Wlastimil Hofman. Z nim to, wbrew rodzinie i całemu światu Ada uciekła do Krakowa.Ciąg dalszy w następnym poście...

  

poniedziałek, 22 maja 2017

wystawa we Wrocławiu

Pławna
 Utknęłam w netarcie,  stretarcie, intermediach, wideo-mediach, nowej sztuce oraz ideologii nowej sztuki antysztuki – przy notkach biograficznych małolatów musiałam napisać o czymś, czego nie znam więc nie rozumiem.  Czytałam przez ostatnie dni, między przygotowywaniem prezentacji do prelekcji o Hofmanie a pisaniem wstępniaków do katalogów wystaw we Wrocku i Goerlitz oraz bieżącymi sprawami  z nocą muzeów związanymi. Czytałam i skonstatować muszę – nie znam się. Zupełnie nic nie wiem, nie rozumiem, a nawet, chyba - nie chcę. Niech inni się męczą,  zachowam pozycję obserwatora.  Ale druga myśl nie dawała mi spokoju – prowincja !!!!! Tyle nowego się dzieje wkoło, a ja (my- mówię o społeczeństwie) w sprawach sztuki wciąż w XIX wieku !  Musiałam też uzupełnić notki biograficzne artystów o najnowsze wystawy, a per mail doprosić się ciężko, więc dziś ruszyłam w objazd.  Z Teresą Kępowicz, którą namówiłam na wyprawę, doskonale wiedząc, że świetne fotki zrobi i nie odmówi. Tym bardziej, że już dawno taką wycieczkę jej obiecałam. 
Teresa:  Wiesz, przestałam się spinać..
Kopaniec
Pławna.
Pogoda piękna, niemal letnia. Pejzaże cudne młodo - zielone i rzepakowo - żółte. Atmosfera świetna, bo z Teresą gada się świetnie, na dodatek genialne pierożki pieczone z ciasta francuskiego z nadziwką mięsną i wege – obie z kaszą gryczaną – zabrała (cobyśmy w trasie z głodu nie pomarły).  Wjeżdżamy do Milińskiego państwa, a jego król, na dziedzińcu wielką, dwumetrową łyżkę farbą maluje. Konserwuje raczej. - Zwolnić muszę, bo przecież nic innego już nie muszę. Wszystko mam, poza tym co kiedyś przez głupotę traciłem – tak mniej więcej brzmiał jego dzisiejszy sens. Nie jest tak, że odpuszcza, jest wszak pracoholikiem. Ale teraz ma to wszystko inny wydźwięk: bo nie musi, jedynie chce.

Michałowice
Robi remont dwóch domów, jeden - „cacuszko maleńkie” -  jest już na ukończeniu. Chałupa z XVIII wieku, na agroturystykę będzie doskonała, dla tych letników, którzy zechcą w szatki z epoki się przebrać i przez wakacje żyć jak to drzewiej bywało.  Ma aktualnie wystawę w Tarnowskich Górach, jedzie na plener gdzieś nad morze chyba, ale kręci go letni plener hofmanowski w Szklarskiej – chce poczuć Hofmanowego ducha.  Nic  nie musi. Jedynie chce.
Byłyśmy tam  koło 11. Niedziela. Przed Cafe Miliński czyli galerią już siedzą goście popijając kawkę, na stole obok Darek łyżkę maluje, po liczbie aut na parkingu widać, że w Zamku Legend goście jacyś już są, a może do Arki poszli. Czyli artystyczne przedsiębiorstwo się kręci samo. Prawie samo, bo rodzina i pracownicy są przecież. Teresa zrobiła trochę zdjęć, pogadaliśmy, pojechałyśmy rzucić okiem na   Muzeum Przesiedleńców / Wypędzonych i w drogę. Co po Milińskim zostanie? Oprócz obrazów, Arki, Zamku, Muzeum i opowieści jak to jeden taki cudak w Pławnej kiedyś mieszkał ? Nowe życie dla odrapanej dolnośląskiej dziury, bo ludzie dzięki niemu zobaczyli, że na wsi też coś można. I to niemało można.
Przesieka
Popielówek.
Kilka dni temu napisałam maila do Mariusza, że przyjedziemy. Nie odpisał więc za dobrą monetę milczenie wzięłam. A jednak nie w porę przyjechałyśmy. Niemieckich gości mieli, w tym pana o szlachetnej głowie, któremu Agnieszka popiersie rzeźbić miała. Jeszcze  przy herbacie i ciasteczkach siedzieli, lecz na środku pracowni stał już kawalet z wielką bryłą gliny i fotel dla modela. Więc tylko herbatka, po kawałku ciasta domowej roboty, chwilka pogawędki, kuchnię cudną, którą Mariusz robi (własnoręcznie wykonane mebelki i malunki: jego – diabeł wylegujący się na boku i Agnieszki – kury), obejrzeć, zdjęcia zrobić i w drogę. Aparatu do nich nie wzięłam, pomna tego, że kiedyś wyrwałam się i pokazałam na FB coś, czego jeszcze pokazywać nie powinnam.
Urszuli Broll praca studencka
Kopaniec
Tu na nas czekali, lecz my jak po ogień. Agata zrobiła nalewkę z arcydzięgla, więc z Teresą – też namiętnie nalewki robiącą – w przepisach zatonęły.
Wczoraj znowu ktoś ze wsi przyniósł skorupy – ceramika, mieszana od XVII do współczesności.  Ten ktoś zgarnął wszystko co znalazł do jednego worka i z odkryciem przyleciał. Szkoda, że ruszał.. Chwile potem archeolog w randze profesora przyjechał, bo w Kopańcu znowu kopią. (Jak sama nazwa wskazuje). Skorupy obejrzał, pokręcił nosem, w pudełku zostały. Leszkowy artykuł o mojej muzealnej szafie malowanej w pejzaże z pokutnymi krzyżami   - już w drodze, kolejna szubienica odkryta i tylko: - Muszę zwolnić, bo jakoś na nic czasu nie mam,  chyba za dużo znajomych – rzekł. Zdjęcie gospodarzy, zdjęcie psów, zdjęcie w galerii Agaty. Na herbatę czasu nie ma, jedziemy.
Michałowice. U Pawła.
Kawa w imbryku się parzy, na stole świeże kwiaty. Mistrz w formie rewelacyjnej. Jakoś odmłodniał i zakwitł, do udziału w wystawie prosić zbytnio nie musiałam, nawet zdjęcia obrazów, które da przygotował.  Ale:
- ja już nic nie muszę, tylko tyle, by na rachunki starczyło…
E tam. Obrazów nowych partia niezła (a niespełna miesiąc temu byłam), ogródek wymuskany choć sarny tulipany zeżarły, mistrz kwitnie, choć.. jakby smutek w kącikach ust.
Pawle powiedz,
bo problem mam
cóż..
Czy to szron masz we włosach
Czy kosmiczny kurz ?  
Zapytał go Kazimierz Pichlak.
"Artysta w każdym calu - w sposobie chodzenia, ubierania, się, trzymania papierosa i mówienia. Nie, nie mówienia, ale wygłaszania poematów prozą ze wspomnień, przemyśleń, patrzenia na rzeczywistość. I jest w tym jakaś melancholia i jakiś żal i odwieczna walka o zwycięstwo dobra, prawdy i piękna.  I ta niezwykła otwartość. Paweł Trybalski. (M. Wołąkiewicz - Lisiak, Paweł Trybalski. Perfekcjonista ze świata wyobraźni).
Nawet nie zorientowałyśmy się kiedy ponad godzina minęła, dobrze, ze zadzwoniła Urszula – gdzie jesteśmy.
A u Urszuli spokój wielki. I też odrobina smutku w kącikach ust.

Prowincja ? A nawet jeśli prowincja,  to życie we właściwym wymiarze. Piękne życie. Tylko skąd ta odrobina smutku?
A tak na marginesie: nic na siłę, tutejszy świat chyba nie chce nowej sztuki.