Spojrzawszy wczoraj wieczorem na to co robi moja piętnastoletnia córka – uległam drobnemu zdumieniu. Malowała majonez !!! W ręku trzymała słoiczek, przyglądała mu się starannie, po czym usiłowała przenieść na karton to co widzi. Zdałam głupie nad wyrazpytanie
- dziecko, co robisz ?
- mamo, to pop art jest, nie słyszałaś o Andy Warholu ?
Wybór wersji zaproszeń mam dość pokaźny, a to dzięki uprzejmości projektujących je informatyków z bardzo przyjaznej drukarni, którzy wykazali stoicki spokój i nieprawdopodobną cierpliwość a także pełne zrozumienie dla moich objawów histerii (?). Nnnnie.., przesadzam, nie popadam w histerię, a przynajmniej nie z powodu wystawy, która jest imponująca. Już wisi, prawie cała, retusz w poniedziałek. Kolekcja jest prywatna więc stan obrazów dość różny. Nasze konserwatorki napracowały się niewąsko z opisaniem tegoż stanu. Ingerować nie możemy, bo umowa zobowiązuje nas do nie tykania niczego. A szkoda, bo niektóre ramy aż się proszą. Jeden z obrazów ma trzy dziury po gestapowskich kulach, niewielkie ale.. taki akcencik historyczny. Trochę brakuje mi reklamy lecz wystawa powisi trzy miesiące i jak się uda zarobić, w styczniu wydrukujemy wielkie banery. Chcemy też poprowadzić prelekcje na temat Żydów, ciekawa jestem kto i kiedy je przygotuje. Może doktor nauk, kustosz dyplomowany ?, który właśnie, po raz kolejny rozłożony niemocą, czyli grypą leży. Podobnie jak mój pracownik techniczny oraz plastyk - ten ostatni z powodu żony, która z grypą gorączkuje. Catering mamy mieć koszerny, jak na taką wystawę przystało. Liczę na sporo gości na wernisażu, liczę że zaproszenia dotarły do wszystkich i na czas, liczę na sporo zwiedzających, choć sezon w Szklarskiej zacznie się dopiero w połowie stycznia. Wtedy też będziemy mieć jeszcze jedną ofertę wystawową - Stare narty czyli historia sportów zimowych w Szklarskiej. Nie za dużo liczę ? Marketing u nas kuleje. Kończę już ten miły przerywnik i ruszam do roboty. Nie się pali.
Czas trwania wystawy: 14 grudnia 2009 – 28 marca 2010 Wernisaż: 14 grudnia 2009, godz. 17.00 Dom Carla i Gerharta Hauptmannów Ul. 11 Listopada 23 Szklarska Poręba
W leżącym trochę na uboczu miasta pod Szrenicą muzeum - w Domu Hauptmannów w Szklarskiej Porębie Średniej , zostanie otwarta największa w ostatnich latach na Dolnym Śląsku wystawa dawnego malarstwa; niezwykłych, zapomnianych obrazów stworzonych przez artystów, którzy dziś już odeszli w przeszłość - Żydów polskich. Wśród twórców, najlepsze nazwiska znane z podręczników historii sztuki: Jankiel Adler, Jehuda Epstein, Sacha Finkelstein, Maurycy Gottlieb, Max Hageman, Natan Spiegel, Roman Kramsztyk, Henryk Langerman, Izrael Lejzerowicz, Abraham Neuman i wielu, wielu innych. Słowem – reprezentacja malarzy środowiska żydowskiego, działających w pocz. XX w. na terenach rdzennie polskich . Zaprezentujemy 120 obrazów pochodzących z kolekcji prywatnej oraz ze zbiorów Muzeum Nadwiślańskiego w Kazimierzu Dolnym. Wystawie towarzyszy obszerny, starannie wydany katalog malarstwa „ W Kazimierzu Wisła mówiła do nich po żydowsku… Malarze żydowscy w kazimierskiej kolonii artystów”.
Dzisiaj w jeleniogórskim BWA było otwarcie wystawy Beaty Kornickiej - Koneckiej, mojej ulubionej artystki ze Szklarskiej. Bardzo żałuję, że nie zdążyłam, ale czekaliśmy na transport obrazów z Nowego Sącza – w końcu 14 grudnia otwieram największą chyba w okolicy w ostatnich latach wystawę starego malarstwa (!!!). Mamy fantastyczny finisz w tym roku, wystawa co dwa tygodnie. Najpierw sztuka współczesnej kolonii artystów czyli „Nowy Młyn zaprasza”, potem międzynarodowa poplenerowa szkła EKOGLASS a teraz klasyczne malarstwo historyczne – polskich malarzy żydowskich. Najwyraźniej z gumy jest to nasze małe muzeum o fantastycznej atmosferze. Tak, to na pewno zasługa naszej czarnej kocicy, która ostatnio namiętnie wyleguje się na rurze co na sali wystawowej.
Koło 17-tej zajechał konwój ze 100 obrazami, rozgruzowaliśmy auto tylko, jutro będziemy przyjmować na stan. Dużo i duże. Widziałam je wszystkie na zdjęciach ale nie znałam wymiarów, myślałam, że raczej maleństwa. A tu.. no, no, jak to się zmieści to będę cudotwórcą. Jeszcze w niedzielę przyjedzie transport następnych 20 obrazów – z Kazimierza.
Przedwczoraj i wczoraj ściągaliśmy Hofmana i malarstwo niemieckie ze stałych wystaw, dwa dni pakowania i dziś transport. Część pojedzie do Przemyśla, część – do konserwacji. Przebudowaliśmy wystawę EKOGLASS grupując ją w jednej sali (z odrobiną straty dla estetyki całości ale szkło broni się samo), zmieniliśmy ciutkę stałe ekspozycje poświęcone Hauptmannom i trwa teraz wielkie malowanie sal. Ja się po prostu zwyczajnie cieszę jak wariatka !!!!!!!
No dobra, do roboty i do Beaty, o której może coś skrobnę, choć nie wiem czy mi się uda moim grafomańskim stylem o jej twórczości dobrze napisać.
Wystawa na jedną salę rozrosła się do trzech, a i tak miejsca było ciut mało. Głównym bohaterem autora fotek - Zygmunta Trylańskiego, jest malowniczy Jiří Šuhájek. Zresztą tvp Wrocław też na nim się skupiła. Wsród artystów obecni byli niemal wszyscy autorzy prac: Oldřich Plíva , Jiří Šuhájek, Małgorzata Dajewska, Karolina Spiak, Beata Damian-Speruda, Mariusz Łabiński (siła napędowa całego przedsięwzięcia), Marzena Krzemińska (z pięciotygodniową Matyldą urodzoną w międzyczasie), Igor Wójcik (z ramienia OKiS odpowiedzialny za fundusze), Maciej Zaborski, Jakub Berdych, Andrej Nemeth, Patrik Illo i Martin Muranica. Było miło, ciepło i baaaardzo artystycznie, a całość skończyła się w schronisku na Orlu w Jakuszycach, u Staszka Kornafela, który wraz z ekipą wernisaż zaszczycił.
niedziela, 22 listopada 2009
EKOGLASS FESTIWAL
wernisaż
23 listopada 2009
godz. 17.00
Dom Carla i Gerharta Hauptmannów w Szklarskiej Porębie
Nastawiona na ciężką acz przyjemną orkę przy montażu wystawy przyjechałam dziś do pracy. Prawie wszystko gotowe. Zrobiło się samo ?
Mam fantastyczną załogę, zaprawioną w bojach, zwarty i niemal na wszystko gotowy zespół. Zauważyłam, że nie ma dla nich rzeczy trudnych. Zmontować zupełnie inny osprzęt w kilka dni przy użyciu sznurka i gwoździa - broszeczka. Przygotować odlotowy catering ? Nie ma sprawy, szybkie zakupy kolorowych surowców, ze cztery godziny szybkiej pracy i jest stół przygotowany tak, że pięciogwiazdkowy hotel by pozazrościł. Na codzień ? Widzicie ich jak snują się dyskretnie po salach i "nic nie robią" . Nikt nie wiedzi notorycznego biegania z miotłą i ścierką, wygarniania ton liści z posesji, kilometrów umytych szyb, plewienia ogrodu, godzin odśnieżania, malowania sal, zwierania szyków przed wystawą. Przychodząc na wernisaż skupiacie się na ekspozycji, widzicie spijających miód komisarzy lub artystów z błyskiem w oku i rumieńcem na licu odbierających hołdy w formie okasków. Nikt nie myśli o tym, ta ostateczna wersja to nielekka praca całego zespołu.
Mam wyjątkowe szczęście do ludzi, tu przejawiające się w świetnym, zgranym zespole. Problemy są jak wszędzie lecz ich zasługą jest umiejętność przejścia nad nimi.
Jestem historykiem sztuki lecz zajmuję się też paroma innymi sprawami. Świat postrzegam trochę przez pryzmat końca XIX i początku XX w., więc jestem zupełnie nienowoczesna.