sobota, 30 grudnia 2023

Umarł Paweł Trybalski

  Dziś rano od Roberta dostałam info o tej nieuniknionej śmierci. Spodziewałam się jej, zwłaszcza po rozmowie z Darkiem Milińskim. Paweł nie doszedł do siebie po ostatnim udarze, nie odzyskał mowy ani władzy w ręce trzymającej pędzel. Wraz z udarem skończyło się coś co go definiowało - obraz i słowo, opowieść raczej. Więc po co żyć?  

Trochę cytuję Darka Milińskiego, bo czuję, że doskonale to wiedział,  mówiąc kilka dni temu o Pawle. Znali się w sumie najlepiej, niby ojciec i syn, raczej mistrz i uczeń. Oraz przyjaciel.  

Strasznie żal. To świetny człowiek.  Doskonały w malarskim rzemiośle artysta z niebywałą wyobraźnią, Cudny gawędziarz snujący wątki na temat tuzów polskiej kultury - celebrytów starszego pokolenia, których znał przecież osobiście. Uwielbiam jego opowieści o Wandzie Telakowskiej  - w której Instytucie Wzornictwa kiedyś wylądował, co zapoczątkowało jego karierę.O Elżbiecie Dzikowskiej, czy o  wielu innych. Otarłam się o sławę. Trochę zapomnianą, gdyż nie umiał promować się we współczesnych mediach. Jak się okazuję - takich błędów świat sztuki nie wybacza. Więc wściekał się pięknie na to zapomnienie, domagał się komplementów, dla swej sztuki, akceptacji. Uroczy narcyz.

Wrzucam tu fotkę z fb Jana Bortkiewicza (https://www.facebook.com/photo/?fbid=1726698944377689&set=a.823127921401467) , z ubiegłego roku. Oto Paweł, całe jego jestestwo. Takim go będę pamiętać.

sobota, 7 października 2023

Spędziłam zbyt dużo czasu poza domem. A pędziłam do Jelonki głównie dlatego, by zdążyć na wernisaż malarstwa Teresy Kępowicz. Wprawdzie jej obrazy najlepiej oglądać w ciszy i samotności, ale konieczny był wernisaż. Teresa uważa, że nie lubię jej malarstwa, a ja czuję potrzebę ekspiacji. 

Kiedyś, dawno, dawno temu, gdy zaczynałam pracę w Szklarskiej eksponowana tam była wystawa prac Teresy, Urszuli Broll i Pawła Trybalskego. Zmroziły mnie jej obrazy: monumentalne głazy zawieszone w przestrzeni, źródła intensywnej energii wybijające z wysuszonej ziemi pionowo w niebo, fotograficzny chłód i formalna perfekcja, a u mnie smutek i dreszczyk na plecach. Napisałam wtedy posta na ten temat. I, że nie lubię, choc doceniam wielką wartość artystyczną.
 

Potem poznałam Teresę i kolejne dzieła. Jakże inna aura! Teresa bardzo silnie jest zakorzeniona (do jej życia i sztuki najlepiej pasuje to słowo) w karkonoskim pejzażu. Nie do końca go maluje, raczej używa do przekazywania dość metafizycznych treści. Bardzo wielu treści, na dodatek różnie czytanych przez różnych odbiorców. Jedno widać wyraźnie w jej sztuce - jej stan ducha. Teraz obrazy Teresy są bardzo pogodne,, delikatne, subtelne, bardzo nostalgiczne. Jesienne.

 






niedziela, 6 sierpnia 2023

Inny sposób myślenia

Kiedyś dawno, dawno temu, w czasie politycznej dysputy, interlokutor mojego męża, niesiony ogniem emocji, ryknął:  Nie tym tonem!!!  Szacunek mi się należy, jestem szlachcic! Zdębieliśmy na takie dictum, zamilkliśmy, gdyż nikomu nie przyszło do głowy używać pochodzenia jako argumentu, tym bardziej, że nikt o tym po latach komuny nawet nie myślał. A jednak... byli tacy co myśleli.

Przypomniałam sobie teraz, gdyż w czasie tygodniowej wycieczki po mojej okolicy, towarzyszyłam potomkom ziemiaństwa polskiego z Mazowsza, w większości  - o rozbudowanej genealogii, właścicielom dworków i pałacyków. Byli mili i bardzo sympatyczni, zresztą nawet mi do głowy nie przyszło, że może być inaczej. Miałam w planie pokazać im różnorodność regionu i jego specyfikę. Czyli coś, co mnie - neofitkę po 40 lat mieszkania tutaj - nadal zachwyca i co pokochałam.

Jak było? Dobrze było, aczkolwiek swoim - wyczulonym na centralną i wschodniopolską mentalność  - nosem wyczułam inność. Zaczęło się na początku. Pomna rozmowy ze swoją szwagierką ze wschodniej Polski, strzeliłam krótkie wprowadzenie pt. proszę państwa to nie jest tak, że Niemcy wykupują naszą ziemię, kupują naszą sympatię i tylko czyhają aż nam się noga powinie. Mają swoje państwo, swoje problemy, nie mają na tyle ludzi, by zasiedlić choćby swoje pięknie wyremontowane Goerlitz, a co dopiero nasz zapuszczony i zrujnowany Dolny Śląsk. Mamy z nimi kontakty na co dzień, znamy ich, to ludzie tacy jak i my, nie politycy. Dowiedziałam się, że lepiej uważać, z Niemcami nic nie wiadomo. 

Z pogardliwych półsłówek typu „szwabskie”, „niemczyzna”, etc., wywnioskowałam, że nadal traktują Śląsk jako coś narodowo obcego. Nawet, gdy jeden z nich wyjaśnił, że na początku byli tu Piastowie, od 1339 r. Czesi, dopiero potem Niemcy i, że tu raczej mieszanka kulturowa. Zapomniał, że na czeskim tronie okresowo siedzieli Jagiellonowie, a w 1526 r. Śląsk przeszedł pod władzę Habsburgów, austriackich w końcu, zaś dopiero od 1741 r. - pod władzę Prus. W sumie nie ma znaczenia - polski nie był. No tak.

Wiem, że Warszawiacy, szerzej - Mazowszanie, w myśli mają wojnę 1920 z ruskimi, krwawą drugą wojnę i powstanie warszawskie, co zaważyło na  ich sposobie myślenia. Ich historię polski tworzą wydarzenia w Warszawie i okolicy,  patriotyzm to kultywowanie pamięci o tych wydarzeniach. Ale Warszawa to nie cały Kraj. Dla mojej rzeszowskiej babci dużo bardziej bolesna była I wojna światowa i dużo bardziej bała się Ruskich niż Niemców. Oprócz Mazowsza jest Kraków, Pomorze, Dolny i Górny Śląsk, a to trochę inni ludzie i trochę inna historia. Warszawa nie ma monopolu,, że tak powiem patetycznie.
A może to dlatego, że większość z nich to zwolennicy pisu? Nie prowokowałam:))))

 

 

niedziela, 25 czerwca 2023

Niepokoje

Nie wiem jak to napisać, by nie urazić bohaterów opowieści, ale jest to tak niezwykłe doświadczenie, że czuję iż powinnam. Czuję, nie – że umiem uzasadnić. Zrobię to skrótowo, bez  emocjonalnych niuansów. Zacznę od tego, że podglądam różne zdjęcia na fb, zwłaszcza te, które odbieram jako klimatyczne. Nie znam się na fotografii, lubię tę, którą czuję. Podglądałam m. in. zdjęcia Z., o którym usłyszałam mimochodem, że jest profesorem i, że połowa moich znajomych go zna. I, że on często bywa u nas w muzeum. Nie widziałam? No nie, ale ja często nie widzę, bo nie mam  czasu.

Jakiś czas później dowiedziałam się, że Z. nie żyje. Zdziwiłam się, taki młody ? I zapomniałam.  Tym bardziej, że później pełniłam czyjeś  obowiązki i stałam się jeszcze bardziej zajęta. Pewnego dnia dostałam zaskakujące info od pewnej dziewczyny – kobiety, że musimy się spotkać, gdyż Z., jej partner, zostawił obrazy w spadku dla mojego muzeum. Zaniemówiłam.

Jadąc dwa miesiące później w delegację do Torunia wraz z koleżanką, postanowiłam zahaczyć o ich miasto. Lał deszcz, pogoda była wstrętna, nic nie sprzyjało poznawaniu nowych ludzi. Przywitała nas młoda, ciepła, sympatyczna  blondynka, M. - również profesor. Okazało się, że dowolna ilość z 47 obrazów wiszących na ścianach ich domu
może wzbogacić zbiory muzealne, mam  tylko sobie je wybrać. Dlaczego???

Bo Z., jej partner, czytał mojego bloga i czuł na tyle silne pokrewieństwo dusz, że…
Dlatego ???? A na co zmarł ? Depresja…..

Gdy byłam dzieckiem, czytając jakiś chiński horoskop - a wierzę w gwiazdy -  wyczytałam, że siódemka (czyli ja) najczęściej charakteryzuję się jakąś chorobą psychiczną.  Mam problemy z psychiką, miewam depresję ze stanami lękowymi, co od kilku lat leczę.  I nie wiem czy to rzeczywistość, czy też wmówiłam sobie zgodnie z posiadanym syndromem Lady Makbet. Nie ważne. W każdym razie widocznie moja psyche czytelna jest dla pobratymców, również w słowie pisanym, gdyż mam nieprawdopodobną liczbę znajomych z mniej lub bardziej poważnymi schorzeniami tego typu.Chyba mnie to nie cieszy. Choć wiem, że są to ludzie daleko bardziej ciekawi, niż jacykolwiek inni.

Zrobiłyśmy fotografie - nie chciałam sama decydować co wybrać. Zabrałam  również cztery segregatory formatu A4 z pocztówkami z Dolnego Śląska, by przekazać je człowiekowi z  Gór Izerskich, którego Z. bardzo poważał (człowiek również zaniemówił, gdy mu przekazywałam). I zaprzyjaźniłam się z M. Przyjeżdża w Karkonosze, spotykamy się i gadamy. Choć jesteśmy totalnie różne. Razem zrobiłyśmy wystawę zdjęć Z., z nią i młodym człowiekiem ze szkoły artystycznej, który z nią współpracuje. Razem jedziemy do Sokołowska. I razem mamy napisać książkę poświęconą Z. Tylko czy ja psychicznie podołam?