piątek, 24 lipca 2015

podlaskie wakacje II, Kodeń.

Pierwszego dnia pojechałyśmy również do Kodnia. Przypomniawszy sobie legendę upowszechnioną w książce Z. Kossak-Szczuckiej chciałam zobaczyć tę  Królową Podlasia czyli Matkę Boską z Gwadelupy. Podobno pierwszy obraz namalował Św. Łukasz Ewangelista na desce z drzewa cedrowego i zrobił też rzeźbę MB.  W początkowych wiekach chrześcijaństwa rzeźba trafiła do Konstantynopola, gdzie zobaczył ją mnich benedyktyński, późniejszy papież Grzegorz Wielki. Gdy został papieżem sprowadził ją do Rzymu. Otrzymała nazwę Matki Boskiej Gregoriańskiej. Potem, w ramach wdzięczności okazanej Biskupowi Sewilli, podarowana została opactwu benedyktyńskiemu w hiszpańskiej Guadelupe ale zanim wyjechała, malarską kopię rzeźby  stworzył benedyktyn Augustyn - późniejszy arcybiskup Canterbury. Był wiek VI. Obraz otrzymał nazwę MB z Gwadelupy i do XVII w. znajdował się w Rzymie w prywatnej papieskiej kaplicy. W Kodniu znalazł się dzięki kradzieży. (!)
I tu pora na Sapiehów z młodszej linii kodeńskiej, wywodzącej się od Iwana Semenowicza Sapiehy.  Górny w swej monografii pisze, że Sapiehowie to imię od nazwania sapiącego grubasa, który był ich protoplastą.

Właściciel Kodnia Mikołaj Sapieha zwany Pobożnym rozpoczął budowę świątyni w Kodniu ale zachorował, w efekcie czego został sparaliżowany. Dla ratowania zdrowia udał się na pielgrzymkę do Rzymu. Zaproszony przez papieża Urbana VIII na mszę w prywatnej kaplicy, zobaczył obraz MB i został uzdrowiony. Sapiehowie ponoć notorycznie doznawali jakichś uzdrowień  za co fundowali rozmaite wota. Tym razem Mikołaj zapragnął kupić obraz papieski i zawieźć go do ukochanego Kodnia. Jak można się było spodziewać - papież odmówił. Więc nasz bohater przekupił papieskiego zakrystianina, ukradł święty obraz i wraz z nim dotarł do Kodnia, gubiąc po drodze pościg.

Papież zrewanżował się ekskomuniką,  Sapieha  wyłączony został z Kościoła, nie mógł przestąpić  progu jakiejkolwiek świątyni, po śmierci nie mógł być pochowany w poświęconej ziemi. Na owe czasy kara była bardzo dotkliwa.  Świadczy o tym choćby fakt, że bojąc się bożego gniewu Mikołaj  zbudował  przy świątyni   kaplicę  z oknem otwartym na prezbiterium i słuchał kazań, nie wchodząc do kościoła.   No i ponownie udał się na pielgrzymkę, pokutną tym razem. A że w międzyczasie wykazał się ogromną walecznością w obronie kościoła katolickiego, Urban VIII cofnął karę, nawet kazał ją wymazać zaś obraz mu podarował.. 

Tyle mówi legenda. Prawda jest taka, że obraz namalowany został przez anonimowego malarza po 1597 r. w Hiszpanii i został kupiony od sprzedawców dewocjonaliów w Gwadelupie, gdzie młody Sapieha znalazł się w ramach edukacyjnej podróży po Europie. Legendę zaś stworzył prawnuk Mikołaja Sapiehy - Jan Fryderyk Sapieha, wielki kanclerz litewski, który w 1720 r. wydał w Toruniu historię obrazu kodeńskiego pod pseudonimem księdza Jakuba Walickiego. Po co ? By podnieść rangę Kodnia zniszczonego po zawirowaniach wojennych. Obraz został ukoronowany koronami papieskimi (jako trzeci w Polsce) dopiero w początku XVIII w. a legenda pozostała i ma moc uzdrawiającą.
Madonna Kodeńska, jaką obejrzałyśmy, ubrana była w srebrną koszulkę i osłonięta szybą pancerną. Spod tych osłon widoczna była jedynie twarz. Obraz odsłaniany jest codziennie o godzinie 10. Nasze zdjęcie jest mało czytelne więc to powyższe znalazłam w necie. W kościele zauroczyły mnie cztery relikwiarze stojące na ołtarzu bocznym, zwłaszcza  małe kosteczki widoczne w przeszklonych otworkach.(fotki powyżej). Wzruszające. 
Sam kościół, jak widać, ma monumentalną i piękną, wklęsło-wypukłą, barokową fasadę, ale w środku renesans, że hej i to w odmianie lubelskiej z charakterystycznymi, masywnymi sztukateriami na stropach, łukach i w kopule, tak gęsto rozmieszczonych jak w barokowym horror vacui. To coś czego nie ma u nas na ziemiach zachodnich.  
Obok zaś kodeńska, współczesna cerkiew pw. św. Michała Archanioła.  Cerkiew w Kodniu ufundowana została przez Iwana Sapiehę - założyciela miasta, w pocz. XVI w. Chwilę później powstała druga, murowana - pw. Świętego Ducha. Na niedługo, gdyż wraz z unią brzeską przyszli unici i   zarządzali nimi do poł. XIX w. Choć wzmiankowany wyżej Mikołaj Sapieha był gorliwym katolikiem to w Kodniu, jeszcze przed I wojną było tylko kilkanaście rodzin katolickich. 
W 1915 r. wszyscy prawosławni mieszkańcy Kodnia wyruszyli na bieżeństwo. Spotkałyśmy to określenie wielokrotnie nie bardzo wiedząc co to jest. Ale później, bodajże w Supraślu, obejrzałyśmy wystawę fotografii na ogrodzeniu cerkwi i, powiem, ciekawa jest historia prawosławia. W 1915 r. około 3 mln. mieszkańców zachodnich guberni Rosji carskiej, w tym z Podlasia, ucieka daleko na wschód w głąb Rosji. Rozpoczyna się wieloletnia tułaczka w koszmarnych warunkach bytowych. Czemu opuszczają swe domy ? Ze strachu przed Niemcami, którzy przekroczyli linię frontu. Wprawdzie są jeszcze daleko ale władze carskie, stosując taktykę spalonej ziemi sprawdzoną w wojnach napoleońskich, podsycają panikę. Powrót bieżeńców nastąpił  po wybuchu rewolucji październikowej gdy bolszewicy zaczęli najeżdzać i palić całe wsie. Wrócili do Polski ale i tu nie mieli łatwo uznani za bolszewickich szpiegów. Niektórzy lądowali w więzieniach, inni walczyli z sąsiadami, którzy zdążyli zagospodarować ich pola i domy. Zresztą większość domów została spalona chwilę po ich ucieczce, pola leżały odłogiem. Życie nie stało się więc  łatwiejsze.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz