środa, 16 stycznia 2013

tak na marginesie i.. odreagowanie

Zakopane ze swoją rdzennie polską przedwojenną kolonią artystów, po wojnie "zasiedlone" artystami przybyłymi głównie ze zniszczonej Warszawy, dostało spory zastrzyk finansowy na działalność artystyczną.  Uruchomione zostały dawne galerie i  szkoły artystyczno - rzemieślnicze. I choć to wszystko finansowane było "z centrali",  a więc  od niej ideowo uzależnione, to rozwijać się miało gdzie i za co, a ferment i tak fermentował.  
To samo urokliwy  Kazimierz - odbudowana z powojennych gruzów perełka architektury uznana za wielką narodową wartość. I dobrze, bo zasługiwała.  Chodzi mi o tę kasę, która na ową perełkę poszła.
Szklarska ? Szklarska, podobnie jak całe Karkonosze traktowana była po macoszemu. Początkowe zachłyśnięcie tym ziemskim rajem, jakże innym od reszty zniszczonego kraju, objawiało się tłumnymi wizytami artystycznego  światka. Bardziej aktorsko - piosenkarskiego, dzisiaj rzec by można - celebryckiego, który zjawiał się tutaj na kilkudniowe wypady, bale, rauty,  popijawy. Wiecie, że bywał tu Z. Cybulski ?  Literaci, którzy przyjechali w góry zaraz po wojnie popełnili chyba błąd.(Wbrew pozorom było ich sporo, choć mojemu pokoleniu bliżej kojarzą się jeno nazwiska Centkiewiczów- Jelenia Góra i Sztaudyngera- Szklarska P. ).  Nie poszukali oparcia w stolicy, ideowcy uwierzyli w utopijne nowe. Związek Pisarzy Sudeckich zdążył odbyć tylko jedno spotkanie, a już został rozwiązany. Ten sam los spotkał dolnośląski oddział Związku Zawodowego Literatów Polskich, zawiązany w karkonoskiej Przesiece  przez  E. Kozikowskiego zaraz po wojnie.  Na ile w grę wchodziły przedwojenne konflikty literatów, na ile obawa przed zbytnią samodzielnością i separatystycznymi tendencjami ? W każdym razie główny adwersarz Kozikowskiego - Iwaszkiewicz - rozwiązał dolnośląski oddział ZLP, jak tylko został ogólnopolskim prezesem. Notabene niechlubnym, jak się potem okazało.
A potem na długie lata zapadłą cisza, bo artystycznych szklarzy pracujących w hucie "Julia" nikt tutaj za artystów nie uważał, dopóki  w jeleniogórskim muzeum nie powstał dział szkła artystycznego. Ale to i tak do ogólnej świadomości nie bardzo dotarło.
Do czego zmierzam. Ano do tego, że mówimy o karkonoskiej kolonii artystów, a tak naprawdę po wojnie zupełnie szans nie miała i nie wiem czy ma teraz. Bez zaplecza instytucjonalno - galeryjnego (BWA w Jeleniej Górze, ODK na Zabobrzu, mała salka u nas  i to dopiero od 95 r., kilka prywatnych galeryjek pełnych raczej użytkowych gadżetów niż dzieł sztuki), bez środków  na wystawy, plenery, bez międzynarodowych, ba... ogólnopolskich wystaw, przeglądów, konkursów. Teatr Cinema i artyści po domach pochowani i zajęci zarabianiem na życie, kolonii artystycznej na wzór tamtych dwóch nie uczynią. 
Ale po zastanowieniu...  Kolonia artystów to forma emigracji społecznej, wybór wolności i niezależności. Więc  czy tak naprawdę z tych trzech karkonoska kolonia nie jest jedyną autentyczną ? Czy nie widać tego po powstającej w niej sztuce ? ( Nie wiem, po wymianie wystaw z Kazimierzem wielu doceniło naszych artystów, tak mało komercyjnych. )
Nie kończę tematu, choć nie mam weny - gnębiona przez towarzyszy niedoli:)))

2 komentarze:

  1. Chociaż u nas też była niezła szkoła rzemiosł artstycznych i padła. A liceum Plastyczne Kenara w Zakopanem kwitnie.

    OdpowiedzUsuń
  2. eee, damy rady, może to po Worpswede rozruszamy jakoś...

    OdpowiedzUsuń