czwartek, 31 maja 2012

coś czego nie umiem powiedzieć


Nasz karkonoski genius  locci, opiekuńczy Duch Gór  jest po prostu artystą, który sprawia, że Karkonosze to przestrzeń jedyna w swoim rodzaju. Może to zasługa średniowiecznych Walończyków biorących go sobie za przewodnika i oparcie w niegościnnych, groźnych górach,  może szklarzy – alchemików materii przez wieki formujących w górskich lasach swoje misterne cacka, może artystów przyjeżdżających tu od wieków  na plenery...  Może jest tak, że jego artystyczna dusza chłonie to wszystko, po swojemu przetwarza i wypromieniowuje tworząc tę magiczną aurę uchwytną dla wszystkich, posiadających odrobinę empatii,  odwiedzających i mieszkających w Karkonoszach. 
  
Dygresja: wiecie, że prof. Morgenstern – prowadzący klasę pejzażu we wrocławskiej szkole sztuk pięknych wyraził zgodę na objęcie stanowiska po Dresslerze tylko wówczas, jeśli  jeden semestr będzie mógł spędzić ze studentami  na plenerach w górach. Czy historia nie lubi się powtarzać ? Od 2007 roku bodajże dwa razy w roku gościmy na plenerze akademickich artystów wrocławskich i zaproszonych przez nich artystów z innych polskich uczelni,  dwa razy w roku - studentów malarstwa i szkła wrocławskiej ASP, dawniej i rzeźby (ale rzeźbiarze są trudni w negocjowaniu warunków). Nie zapominam o krakowskich ceramikach, którzy lada moment zjadą na plener w pensjonacie Raad na Uroczysku i przywiozą  mi wystawą po zeszłorocznym plenerze - u nas oczywiście. Jeden ze studentów - Emil Goś, niezły malarz, indywidualista, zapragnął się nawet w Szklarskiej osiedlić - wzorem przedwojennych łukaszowców.
Dygresja rodzi dygresję: rzecz dzieje się w trakcie przygotowań ostatniej studenckiej wystawy poplenerowej. Zorana pracami przy wystawie "Ojcze nasz"  Hofmana rzekłam, że palcem nie tknę, wszystko zostawiając Wiatrowi (umowne nazwanie mojego pracowego kolegi:)))))) Nie tknęłam.  Niemniej postanowiłam pomóc rozsyłając zaproszenie do swoich sześciuset adresów na skrzynce mailowej.  Za moimi  plecami stanęła młoda malarka  ( w dniu wernisażu  montują wystawę, przechowują się u nas, jedzą, niemal mieszkają. Przyzwyczailiśmy się ), z jej usteczek wydobył się jęk
 - tak nie można !!!!!!!!  przecież to jest całkiem co innego niż zrobiłam. !!!!!
Tjaaa... chodziło o zaproszenie, a właściwe nawet dwa zaproszenia, bo szklarze robili swoje, malarze swoje. Po czym  wysłali do MOKSiAL- u do druku, a nam przesłał MOKSiAL - przerobione, bo bardziej do ich stylistyki pasowało.
- przecież jestem na prawie, mam prawa autorskie, nie wolno zmieniać czegoś co jest moim wytworem,  moją własnością. Każdą sprawę w sądzie wygram.- gorączkowała się.
Całkowicie się z nią zgodziłam. Zapomniała ona naiwna jeszcze, młoda,  że owszem - wygra ale nigdy więcej miasto pleneru jej nie zafunduje. Wszak miasto płaci za jej twórczy pobyt w Szklarskiej Porębie. Nie wspomniałam jej o tym, sama to kiedyś zrozumie.
 Wlastimil Hofman, Jan Korpal.
Nie da się opisać wszystkich aspektów dzieła  sztuki bez pokazania artysty, tak jak nie da się mówić o artyście w oderwaniu od środowiska, interakcji wszystkich tych elementów w jednym dziele tworzenia i w jego efekcie. 
Jest taki polski western „prawo i pięść”. Bohater – jak szeryf ( Gustaw Holoubek), były więzień obozu koncentracyjnego podejmuje pracę w grupie, której celem jest zabezpieczenie mienia w opuszczonym przez Niemców miasteczku. Podejmuje nierówną walkę z szabrownikami. Pomijając wątek główny – tło świetnie ukazuje  życie we wczesnych latach powojennych na ziemiach zachodnich. Trudne, brutalne, pełne ciężkiej pracy, walki, wyrzeczeń ale też piękne poprzez atmosferę budowania, sprzyjające wszelkiej twórczości. Wszak filmowi temu przyświeca piosenka „Ze świata czterech stron … śpiewana przez Fettinga - piękna piosenka Agnieszki Osieckiej do muzyki Krzysztofa Komedy, z pełnymi optymizmu słowami 

Słońce przytuli nas do swych rąk
I spójrz - ziemia ciężka od krwi
Znowu urodzi nam zboża  łan, złoty kurz...

 Na pograniczu, w czasach przesiedleń, na tę atmosferę początku nakłada się wielokulturowość mieszkających tu nacji, przebogata, często dramatyczna historia, sąsiedztwo cudzoziemców, fantastyczna, groźna, tajemnicza i piękna, niż zniszczona przyroda. Koniec lat 40-tych to okres gdy na ziemiach zachodnich zaczyna budować się nowe życie. Przesiedleńcy ze wschodu – bez prawa wyboru, mieszkający tu jeszcze co najmniej przez rok Niemcy, polscy repatrianci z Rumunii, Jugosławii, poszukiwacze przygód, bogactwa i szczęścia – ze wszystkich stron kraju, ludzie wspaniali i szabrownicy, chroniący się przez politycznym sądem akowcy i ich komunistyczni przeciwnicy, a wśród nich artyści –ludzie jakimś kolejnym zmysłem wyczuwający ducha sprzyjającego twórczości .
W takim tyglu powstaje prawdziwa i żywa sztuka, nie da się inaczej.  To trzeba zrozumieć – myślę – by zrozumieć potencjał twórczy tkwiący w tej ziemi – granicznej od zarania dziejów.  Tworzy go historia budowania, rozkwitu i burzenia, za którą stoją konkretni, twórczy ludzie – na tyle odważni by na tych trudnych terenach żyć.
 .. uderzyłam w takie patetyczne tony, ale zaraz potem zadzwoniłam do pani Janiny Korpalowej, żeby potwierdzić  swoje wysokolotne tezy. Jakże ja się zdziwiłam.
-Ależ to były najpiękniejsze chwile Szklarskiej Poręby !!!  Jak myśmy się wtedy bawili. ..
Dla niej pamięć o Szklarskiej Porębie to pamięć o pracy – owszem,  ale też spotkania, bale, rauty, ożywione życie towarzyskie. Na ziemie zachodnie – oprócz przesiedleńców z czterech świata stron, przyjechał też spory garnitur intelektualistów, ludzi  – jak Hofman poszukujących swojego miejsca na ziemi, chroniących się przez więzieniem – choćby za przynależność do niewłaściwych organizacji  czy posiadających niestosowne poglądy. Wojskowi, lekarze, aktorzy, literaci, artyści… Jastrun, Hanuszkiewicze, Zbyszek Cybulski, Tola Mankiewiczowna śpiewająca  w kinie Basia, którego już nie ma…. Jak z rękawa wymieniała nazwiska ludzi znanych nam z historii i z ekranów.  Kwitnące życie towarzyskie w powojennej, zupełnie nie zniszczonej działaniami wojennymi Szklarskiej - w kurorcie .
  To dobre, twórcze życie i prężna działalność literacka Karkonoszy skończyło się - gdy okazało  się zbyt prężne, wzbudzając podejrzenia komunistycznych władz.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz