wtorek, 3 września 2013

gdzie kończy się lub zaczyna niebo


Wrzucam sobie takie fotki dla rozładowania  bo wściekła jestem jak szlag. ING Bank.. firma, która ma taki system zainstalowany, że prostych rzeczy się nie da. Nawet pisać mi się nie chce.

poniedziałek, 2 września 2013

bo nie byłam w tym roku na jeziorach........




Wystawa Bogusi Twardowskiej - Rogacewicz, nasi na wystawach





Wystawa Mariusza Mielęckiego - nasi na wystawach


zimno, ponuro i do d....

Jestem w pracy, chwila na kawę. Nastawienie negatywne, na wejściu. Z jakim wyszłam z domu - nie wiem, bo nie zdążyłam poczuć, zarejestrowałam jeno smutek w psich oczach - że sam zostaje. Jedna dziewczyna na urlopie -  badania przedoperacyjne, druga - chora, poszła na zwolnienie lekarskie,  trzecia - na wolnym, syn miał wypadek rowerowy, zjeżdżał z Harrachowa, łańcuch mu się zerwał, w cośtam wplątał i Młody poleciał przez kierownicę na głowę bez kasku, stracił przytomność na kilka godzin, jest jeszcze w szpitalu a matka w panice. Dobrze, że dziś dzień zamknięty. Omnipotentny doktor nauk w Dolomitach gości i też go w robocie nie ma, wystawę powiesił fatalnie i w międzyczasie zdążył  pociąć się ze wszystkimi dziewczynami. Jestem sama z panem Cześkiem - ogrodnikiem i zaraz zacznę się wdrażać w okrutne papiery.  Odpowiedź na kwerendę dla sąsiedniego muzeum, zakończenie rozliczeń wniosków,  za chwilkę wystawa tkaczki  Jadwigi Zgieb-Leśkiweicz  - w ramach Festiwalu Tkactwa w Kowarach - trzeba po rzeczy jechać do Wrocka, projekt folderka przygotować po uprzednim zdjęć zrobieniu, drukarnię tanią znaleźć, wystawę powiesić i otworzyć. Dobrze byłoby przedtem przewiesić wystawę doktorową, ale nie mam kim robić. No i papiery... ale o nich nawet myśleć mi się nie chce. Jak ja nie znoszę poniedziałku, zwłaszcza po urlopie.

niedziela, 1 września 2013

jak wspomniałam lato się kończy

czego ludzie z miasta nie odczuwają tak wyraziście. Na berberysach rozpięły się pajęczynowe siatki, nad ranem ugięte od kropli rosy, w chłodne wieczory nie słychać cykad, ogień buzuje w kominku... idzie jesień. Starość jak jesień, polega na tęsknocie i nostalgii, które wypełniają człowieka, gdy tylko na chwilkę odłoży jakiekolwiek działanie. A może to tylko ja tak mam, że nie umiem żyć tym co teraz ? No bo życie jest jak pory jednego roku, szkoda, że tylko jednego.
Fiolka na spacerze po Wilczej Porębie.
Wracając do jesieni... Przychodzi taki moment, że człowiek wycofuje się ze wszystkiego uznając, że przeżył już to co przynosi życie, że na nic nie musi już czekać, poza śmiercią. Nie chciałabym, ale jak zapanować nad takim myśleniem, skoro jadąc do Karpacza miałam w sobie tylko smutek jesiennego przemijania ?
Jestem nieodrodną córką swojej matki... Mama ostatnio oznajmiła mi radośnie, że wykupiła sobie i ojcu miejsce na cmentarzu - 5 tys. złotych. Chyba sądziła, że się ucieszę.  No bo "jak człowiek ma 76 lat musi myśleć o śmierci". A czy  jest o czym ? Śmierć to śmierć, spotka każdego, więc czy warto na nią czekać, zamiast żyć, zwłaszcza gdy nie jest się chorym ?  Oszczędza na każdym kroku -  bo najważniejsze jest miejsce, które "mości sobie" na nieokreślone na potem. 
Pozostaje mi tylko nadzieja, że niektóre geny odziedziczyłam po ojcu.

Lato się kończy

i wracają na świat  kolorowe mgły. Na nidzkim zdjęciu są takie mgły, charakterystyczne dla tamtych nizinnych, nadrzecznych rejonów. Nostalgiczno - romantyczny odpoczynek po gorącym dniu. Kiedyś robiliśmy lubelski teren, piękny,  zwłaszcza jego południe. Spaliśmy wówczas w agroturystycznym pokoju w Krasnobrodzie poniżej Zamościa, miejscowości traktowanej jak letnisko, ze względu na jeziorko, krasnobrodzki i roztoczański park narodowy,  (jest tak pięknie i tak prawdziwie polsko, że warto choć raz z Chorwacji zrezygnować i tam na wakacje pojechać, mocniej poczuje się "Trylogię") oraz bliskość Zamościa, Zwierzyńca. Wrzucam trochę fotek z google,dla zachęty. To miejsce dla romantycznych włóczęgów jest.