niedziela, 14 kwietnia 2024

Gościniec, gospoda na Grabowcu

Jacek zawsze marzył, żeby mieszkać w lesie, jak najbliżej natury. To właśnie on wyciągnął nas po pierwszym roku studiów na jeziorne wakacje – na wyspę na mazurskim jeziorze Krzywa Kuta. Miał "ksywke" Jackson i swoją piosenkę (Old handsome Jackson built the sexy chair...). Po dosyć długotrwałych:))) studiach pracował w instytucie meteorologii albo w czymś takim, po czym rzucił robotę i zatrudnił się w Sosnowce, w Lubuszaninie.
Zabudowa na pleteau
Kaplicę św. Anny znał, gdyż rok wcześniej wraz z Ewą, na zlecenie robił inwentaryzację obiektów sakralnych w okolicy Jeleniej Góry. Już wtedy przyuważył zrujnowany dom, w którym Frau Koper – wspomniana w poprzednim odcinku - trzymała kozy. Postanowił go jakoś pozyskać. Przyjedżał do Jeleniej Góry i włóczyliśmy się po urzędach. Na co dzień odwiedzaliśmy urząd konserwatora zabytków, gdzie królowała pani Jadwiga Skibińska, albo wojewódzki Wydział ds. Wyznań – tak, było coś takiego. Czemuś w gestii tego urzędu pozostawała decyzja co do własności chałupy koło kaplicy św. Anny. I oczywiście w gestii konserwatora. Pani Jadwiga wyraźnie nie znosiła Frau Koper, twierdząc, że to ona doprowadziła do dewastacji i zalania kaplicy św. Anny, gdyż samowolnie poprowadziła rury wodne z dobrego źródła do swojego pensjonatu „Leśny Czar”, co spowodowało wybijanie wody w kaplicy. Dlatego też przyklaskiwała Jackowi, sądząc, że jak on tam zamieszka, będzie nadzorował kapliczkę. Obrazu św. Anny w ołtarzu nie było, był w konserwacji w Toruniu. Drzwi do kaplicy też nie było, tylko krata. Na podłodze leżały jakieś dechy, woda wypływała spod ołtarza.
Na 1 planie "Leśny Czar"
Gdy w końcu udało mu się uzyskać akt własności Koprowa nie była szczęśliwa. Musiała usunąć kozy z parteru i płachty z ziołami ze strychu. Przy okazji zniknęła stara, malowana szafa ludowa, która stała w korytarzu przy drzwiach.
Jacek i Ewa byli na miejscu, w Lubuszaninie i kiedy się tylko dało pędzili do chałupy, by sprzątać. Reszta dojeżdżała z Wrocławia co tydzień i ja z Jeleniej Góry. Ogarnialiśmy dom - kupa gnoju, błota i śmieci we wnętrzu, dziurawy dach, walący się komin, wilgoć jak szlag, zwłaszcza w ścianie od strony stoku. Ale widok sprzed domu zapierał dech w piersiach. Zwłaszcza gdy rozebraliśmy pozostałości dawnej wiaty stojące na skraju plateau. Pozostał stareńki jawor rosnący obok. Nie było jasności co do własności małego gospodarczego domku stojącego na granicy działek, prostopadle do gościńca, nie było go w akcie.
W maju wnętrze gościńca było już wysprzątane, chłopcy rozebrali komin, by nie zwalił się nikomu na głowę, kilka razy tam spali. Gdy siedzieliśmy na przyzbie marząc jak to kiedyś będzie wyglądać i kombinując skąd kasę na remont, odwiedzali nas licznie turyści, pytając czy nie można się czegoś napić lub zjeść. Logiczne więc, że miała to być knajpka z mieszkaniem Ewy i Jacka.
 
Dobre Źródło 1982
Frau Koper – mieszkająca w pensjonacie Leśny Czar (zdjęcie 1925 r. i 2018 r,) i jej dziewczyny podglądały nas z daleka. Zapewne dla swojego bezpieczeństwa, zagrodziła drogę dojazdową od strony Lubuszanina, traktując ja jako prywatną, więc chodziliśmy górą. W międzyczasie w jej domu, oprócz przysposobionych nastolatek i pomagającego jej mężczyzny, pojawił się rudy chłopak ze Szwajcarii - student, przysłany przez rodziców do zielarki po nauki. Co mu naopowiadała o nas – nie wiem, omijał nas szerokim łukiem.
W tym czasie, gdy Frau Koper nie miała już łatwego dostępu do kapliczki św. Anny wymyśliła msze przy starym drzewie. Nigdy tam nie byłam. Ponoć na drzewie zamocowana była rzeźba jakiegoś świętego i ołtarzyk. W niedziele msze odprawiał tam ksiądz z Karpacza, którego przywoziła, gdyż z księdzem z Sosnówki była pokłócona. Z tych mszy korzystali wczasowicze z Lubuszanina. Podobno założyła też sektę Świętego Graala - pisze o tym Henryk Waniek. Coś o tym słyszałam ale nie pamiętam.
Wrzucam fotki z 1925 r.. Na pierwszej domek obok kaplicy św. Anny i wiata na froncie. Na drugiej, na pierwszym planie jest „Leśny Czar” należący do Koprowej. Na trzecim – zdjęcie budynku z 2018 r., już po częściowym remoncie. Na czwartym gościniec - ja to datuje na 84 rok, ale wg strony polska.org jest to 89. Niemożliwe. Byłam tam w 1985. - dom by l w trakcie remontu. No i Dobre Źródło, fotka Jacka z 1982 r. Jeszcze wnętrze kaplicy Sw. Anny z 82 r.
Fotki ze strony:
oraz Dobre Źródło - fotka Jacka z 1982 r. 
 
Zapewne 1984
Epilog – co dalej
Moi przyjaciele wyprowadzili się z Sosnówki pod koniec 1983 r., gdyż Ewa spodziewała się dziecka (w maju 84 urodził się mój chrześniak Maciej). Podjęli też starania, żeby dom na Grabowcu komuś sprzedać. Wariatów chętnych kupić ruinę nie było, więc kilka lat później, około 84 r. przekazali dom Bractwu Świętego Alberta, które planowało uruchomić tu swoje schronisko. Zanim to jednak nastąpiło we wrocławskim domu rodziców Jacka pojawiła się Frau Koper, próbując przekonać ich, by nakłonili Jacka do sprzedania domu jej. Podobno była bardzo miła, ciepła i nad wyraz sympatyczna.
Kiedy Bractwo podjęło remont – nie wiem. Byłam tam z innymi przyjaciółmi w 1985 r. Teren był ogrodzony, dom pozbawiony okien, a w salonie znajdował się wybetonowany „basen” (?), bardzo głęboki, w formie leja o kwadratowym przekroju. W tekście napisanym i wygłoszonym przez prof. J. Tischnera w radio Wolna Europa w 1990 r., na temat Fundacji Brata Alberta w Polsce – widnieje informacja, że remont prowadzony był od wiosny 1989 r. i, że ma tam zamieszkać 8 osób. Pewne jest jednak, że remont zaczął się przed 85.
Co działo się potem – też nie wiem. Fundacja oddała lub sprzedała budynek. Gdy byłam tam jakieś trzy lata temu, wszystko było pięknie wyremontowane, w gościńcu funkcjonowała knajpka, budynek gospodarczy był Domkiem Myśliwskim.
Na zdjęciu czekamy na autobus do Sosnówki. Fotka z 85 r. Ten chłopak po lewej to ja

sobota, 13 kwietnia 2024

Frau Koper. Pierwsza moja opowieść o kaplicy św. Anny na Grabowcu

Mówili o niej zielarka, wiedźma, autochtonka, ale najczęściej Frau Koper. Chodziły słuchy, że rzucała uroki, a nawet otruła żonę wójta gminy Podgórzyn, gdy jej podpadł. Że adoptowała te wszystkie dziewczyny, które mieszkały z nią w lesie, w pensjonacie „Leśny Czar’ na zboczu Grabowca, nieco poniżej plateau z kaplicą Św. Anny i sąsiadującym z nią dawnym gościńcem. Była niewysoka, ciemnowłosa, z warkoczami splecionymi nad uszami w formie precli. Często towarzyszyły jej podobnie uczesane nastolatki, zimą biegające do Sosnówki na nartkach.
W końcu 1982 r., w roku mojej przeprowadzki do Jeleniej Góry, para moich przyjaciół – Ewa i Jacek zamieszkali w Sosnówce w pobliżu kaplicy, w DW Lubuszanin, gdzie Jacek dostał pracę kaowca i zaopatrzeniowca. Lubuszanin należał wówczas do Lasów Państwowych, Nadleśnictwa Zielona Góra. Jacek jeździł zielonym jeepem, często pojawiał się w Jeleniej Górze, czasem z Ewą, wówczas mnie odwiedzali. Albo ja ich. Zwykle jechałam do Bierutowic (dziś Karpacz Górny) i przez las schodziłam do Lubuszanina.
Natomiast z powrotem schodziłam lasem w dół, do Sosnówki, drogą tzw. Hexen Treppe – do Okrąglaka – stołówki FWP stojącej na zakręcie, a potem przez Sosnówkę Dolną do Podgórzyna, Cieplic i autobusem do domu. Nie wiem skąd wzięła się nazwa Hexen Treppe, która wtedy obowiązywała; teraz używa się określenia „Babia Ścieżka”, która wiedzie płn. zboczem Grabowca aż do Patelni, więc nie jestem pewna czy obie ścieżki są tożsame. Patelnia to płasko zwieńczona grupa skałek. gdzie rzekomo funkcjonował stół ofiarny wykorzystywany podczas pogańskich obrzędów. Jest to też miejsce kumulacji kanałów energetycznych uznane za miejsce mocy – karkonoski czakram. Poniżej Patelni, na zach. od Lubuszanina, znajduje się Kaplica św. Anny, dawny gościniec i święte źródło o wodach nasyconych radonem. Woda ze źródła uważana jest za cudowną.
To miejsce – pogańska Dolina – penetrowane było przez ludzi już w czasach neolitu. Gdy przyszło chrześcijaństwo, pogańskie miejsce kultu na Grabowcu przywłaszczyli sobie zapewne joannici ze Strzegomia, którzy w 1281 r. otrzymali od księcia Bernarda Lwóweckiego Cieplice Śląskie wraz z 250 łanami „roli, łąki i lasu”. Ale tez nie jest pewne czy to o ten teren chodzi. Obecna kaplica stanęła tu w pocz. XVIII w., na miejscu starszej i stała się ona miejscem pielgrzymek. Podobnie święte źródło. Według legendy, kto siedem razy obiegnie kaplicę św. Anny z „cudowną” wodą w ustach, spotka go szczęście w miłości.