poniedziałek, 11 lutego 2013

potknięcia czyli dzień z cyklu "fatalnie"

Mam taką nietypową dla Polki naturę, że zrzędzę:)))))) No więc zrzędzę. Na razie widzę głównie potknięcia. Strona internetowa bardzo niekompletna (wiem, nadal w budowie), pełna błędów, nie wiedzieć czemu skoro Niemcy komplety materiałów dostali. Chłopaki dwoją się i troją coby te błędy  zanikły i  zanikają, powoli. Informacje o dofinansowaniu odwlekają się w czasie...  Pogoda kiepska, ciśnienie w dół leci, ponuro i ciemnawo, na dodatek poniedziałek.. Jedyne co pozytywne to, że artyści się nakręcili po ostatnim moim mailu. Ale, że czarno dziś  widzę - to pewnie się pokłócą o te ekspozycyjne kawałki ścian, które do dyspozycji dostali.
Poco ja się w to wpakowałam ??? Czy wart tylu rozterek jest mój pociąg do działań alternatywnych. Złudzenie wolności …. Złudzenie gdyż kontrkultura (jakby nie było, albo raczej kultura alternatywna ?) narzuca swoje normy i automatycznie - nowe ograniczenia. A czy jest możliwa wolność całkowita ? czyli samotność ? Ależ to.......camusowakie:)))
Idę dziś na wernisaż do konkurencji. Wystawa malarstwa Jana Szula dyrektora TVP INFO. W sumie ciekawa jestem.

środa, 6 lutego 2013

no to chyba startujemy ????

Jeszcze delikatnie, z ociąganiem i niespiesznie....  Worpswede - czyli miejsce naszej kwietniowej akcji. Bezczelnie przykroiłam zdjęcia Tomka Prylla z wizji lokalnej oraz teksty Waldka Odorowskiego , jako że zatopiona w liczbach i finansach weny nadal nie posiadam.
WORPSWEDE – mała wioska  na bagnach koło Bremy, słynna  kolonia artystów – w pocz. XX w.  miejsce pobytu artystycznej bohemy: Heinrich Vogeler, Fritz Mackensen, Otto Ubbelohde, Hans von Eden, Fritz Overbeck, Carl Yinnen, Otto  Modersohn i jego żona Paula Becker a także  poeta  Rainer Maria Rilke, twórca manisfestu Worpswede. Życie jest formą sztuki, twórczość - efekt artystycznego przeżycia - to najwyższy stopień  uduchowienia.  Na czystą twórczość pozwala natura, ziemia ojczysta w znaczeniu „małej ojczyzny” . Miasto degraduje jednostkę, niszczy indywidualność. - To chyba  powód powstawania wszystkich ośrodków sztuki o charakterze artystycznej kolonii, tak dawniej jak i dzisiaj.
Carl Hauptmann wraz ze swym słynnym bratem noblistą – Gerhartem, zafascynowani Worpswede, zaprzyjaznieni z liderami tamtejszej kolonii,  zainicjowali w Szklarskiej Porębie  kolonię idealną realizującą wagnerowskie Gesamtkunstwerk. Literaci, malarze, ludzie teatru  stworzyli tu na przełomie XIX/XX w. środowisko artystyczne przyciągające elity niemieckiego przemysłu, banków, teatrów, muzyki.  "Szklarska Poręba była najwyższym wzlotem idei kolonii artystycznych i bodaj najpełniej wcielała jej założenia. Jedyną ideologią pozostawała sztuka" - wg dr Waldemara Odorowskiego, choć nie bardzo  z tym zgadza się dr Agata Rome-Dzida.
W tym roku, po raz pierwszy w historii zaprezentujemy tu sztukę polską. Oczywiście  tę "kolonijną", z poziomu sztuki oficjalnej traktowaną peryferyjnie, ogromnie różnorodną, mocno zindywidualizowaną, wysmakowaną estetycznie, perfekcyjną technicznie. Przesadzam ?

Budynek informacji turystycznej czyli centrum dowodzenia. Tu najpierw pojawi się  każdy, kto przyjedzie na kilkudniową imprezę. Do oglądania będzie sporo. Głownie filmy z okresu 1890 - 1920 poświęcone sztuce i życiu  polskich kolonii artystycznych i kolonii w Worpswede. Ale też wystawy sztuki historycznej z Worpswede i kolonii polskich, wystawy sztuki współczesnej, armia "Żelaznych ludzi" Zbyszka Frączkiewicza w malowniczym plenerze, spektakle teatralne, itd.,itp.
Altes Rathaus. Architektonicznie nie powala na kolana  ale klinicznie białe wnętrza rzęsiście oblane ciepłym, punktowym światłem doskonale nadają się na prezentację zbiorowej wystawy sztuki współczesnej. Malarstwo, rzezba, rysunek, grafika - z Karkonoszy, Kazimierza i Zakopanego. Mam zwymiarowany rzut wnętrz i wydaje się, że tego miejsca jest dużo. Jednak przy pierwszej próbie rozmieszczenia prac nadmiar miejsca okazał się złudą. Dwa rzędy ? pion/poziom ? Zobaczymy..
A to Music Hall. Seanse filmowe, ożywione dysputy (sztuka - polityka - społeczeństwo - historia) oraz spektakl Teatru Cinema z Michałowic. Będziemy uczestniczyć w pierwszym Biennale Sztuki i Filmu Woprswede. Interdyscyplinarny projekt "Zwischen den Pol(en)" czyli "Między biegunami" - prezentacja polskich koloni artystycznych. O idei biennale i naszym projekcie napiszę w następnym poście.
 Wśród filmów polskich  i dotyczących Polski:"Wesele" i "Ziemia obiecana" Wajdy, "Dagny",  także "Młyn i krzyż" Majewskiego choć tematycznie odstaje oraz filmy nieme, animowane i dokumentalne. Wśród zaproszonych przez nas gości - Henryk Waniek, prof. Krzysztof Kuczyński, doktorzy: A. Rome-Dzida, W. Odorowski, P. Wiater (też organizator) oraz część wystawiających się artystów.
Wnętrze w galerii Art 99 w Centrum Sztuki Alte Molkerei - sala na parterze widziana z antresoli. Tutaj pokażemy trzy wystawy indywidualne, "rodzinne": Beata i Janusz Koneccy,  Agnieszka Topolnicka - Mielęcka  i Mariusz Mielęcki oraz Szumscy: Zbyszek, Staszek i Katarzyna Rotkiewicz - Szumska.
Właśnie pojawiła się strona internetowa biennale. Liczymy, że będzie również po polsku. 

  
  http://www.biennale-worpswede.de/?page_id=25

Tutaj sala na parterze Muzeum Modersohna. Druga taka jest na piętrze. Miejsce dla wystawy historycznej: początki Zakopanego, początki Szklarskiej Poręby , Bronowice i chwila przed narodzinami kolonii kazimierskiej -  ta wystartowała  dopiero w latach 20-tych. A to dom Modersohna z zewnątrz.
I jeszcze jeden romantyczny widoczek..


wtorek, 22 stycznia 2013

piękna zimowa zima


Tatry sobie dziś wrzucę, zdjątko przesłane nam z Zakopanego, autorstwa Jarka  Możdżyńskiego

Mróz taki, że go widać, aż powietrze jest białe. Jest przepiękna biała zima.  A my mamy nowego wicedyrektora. Najpierw mną wstrząsnęło mocno bo na chwilę zapomniałam, że to tak się odbywa.  Po przemyśleniu: nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Skoro nominacje z klucza partyjnego są nieukrywaną przez kogokolwiek  normą, to przynajmniej tyle dobrze, że jest to ktoś kto wygląda na posiadającego odpowiednie oparcie w odpowiednim miejscu. Zobaczymy czy to się przełoży na kasę. Nie, nie na podwyżki dla ludzi, na działalność i wymagane remonty.
Dzisiaj dowiedziałam się,  że nie żyje taki jeden sąsiedzki dzieciak. Pyzaty blondasek lat 25. Znaleźli go zamarzniętego w okolicy starego cmentarza. Nie był aniołem, wręcz przeciwnie - ale to nie ważne  w obliczu śmierci.  Serce mi się ściska, gdy młodzi tak głupio odchodzą. 
W robocie nadal nie możemy przebrnąć przez stadium oczekiwania. Jeszcze jakieś ostatnie wnioski finansowe,kolejna korekta planów.. Kończy się styczeń a nadal nie wiadomo na czym stoimy finansowo i co będziemy w stanie zdziałać.
Powiem prostacko jak przystało na szefa placówki kulturalnej: do dupy.

środa, 16 stycznia 2013

tak na marginesie i.. odreagowanie

Zakopane ze swoją rdzennie polską przedwojenną kolonią artystów, po wojnie "zasiedlone" artystami przybyłymi głównie ze zniszczonej Warszawy, dostało spory zastrzyk finansowy na działalność artystyczną.  Uruchomione zostały dawne galerie i  szkoły artystyczno - rzemieślnicze. I choć to wszystko finansowane było "z centrali",  a więc  od niej ideowo uzależnione, to rozwijać się miało gdzie i za co, a ferment i tak fermentował.  
To samo urokliwy  Kazimierz - odbudowana z powojennych gruzów perełka architektury uznana za wielką narodową wartość. I dobrze, bo zasługiwała.  Chodzi mi o tę kasę, która na ową perełkę poszła.
Szklarska ? Szklarska, podobnie jak całe Karkonosze traktowana była po macoszemu. Początkowe zachłyśnięcie tym ziemskim rajem, jakże innym od reszty zniszczonego kraju, objawiało się tłumnymi wizytami artystycznego  światka. Bardziej aktorsko - piosenkarskiego, dzisiaj rzec by można - celebryckiego, który zjawiał się tutaj na kilkudniowe wypady, bale, rauty,  popijawy. Wiecie, że bywał tu Z. Cybulski ?  Literaci, którzy przyjechali w góry zaraz po wojnie popełnili chyba błąd.(Wbrew pozorom było ich sporo, choć mojemu pokoleniu bliżej kojarzą się jeno nazwiska Centkiewiczów- Jelenia Góra i Sztaudyngera- Szklarska P. ).  Nie poszukali oparcia w stolicy, ideowcy uwierzyli w utopijne nowe. Związek Pisarzy Sudeckich zdążył odbyć tylko jedno spotkanie, a już został rozwiązany. Ten sam los spotkał dolnośląski oddział Związku Zawodowego Literatów Polskich, zawiązany w karkonoskiej Przesiece  przez  E. Kozikowskiego zaraz po wojnie.  Na ile w grę wchodziły przedwojenne konflikty literatów, na ile obawa przed zbytnią samodzielnością i separatystycznymi tendencjami ? W każdym razie główny adwersarz Kozikowskiego - Iwaszkiewicz - rozwiązał dolnośląski oddział ZLP, jak tylko został ogólnopolskim prezesem. Notabene niechlubnym, jak się potem okazało.
A potem na długie lata zapadłą cisza, bo artystycznych szklarzy pracujących w hucie "Julia" nikt tutaj za artystów nie uważał, dopóki  w jeleniogórskim muzeum nie powstał dział szkła artystycznego. Ale to i tak do ogólnej świadomości nie bardzo dotarło.
Do czego zmierzam. Ano do tego, że mówimy o karkonoskiej kolonii artystów, a tak naprawdę po wojnie zupełnie szans nie miała i nie wiem czy ma teraz. Bez zaplecza instytucjonalno - galeryjnego (BWA w Jeleniej Górze, ODK na Zabobrzu, mała salka u nas  i to dopiero od 95 r., kilka prywatnych galeryjek pełnych raczej użytkowych gadżetów niż dzieł sztuki), bez środków  na wystawy, plenery, bez międzynarodowych, ba... ogólnopolskich wystaw, przeglądów, konkursów. Teatr Cinema i artyści po domach pochowani i zajęci zarabianiem na życie, kolonii artystycznej na wzór tamtych dwóch nie uczynią. 
Ale po zastanowieniu...  Kolonia artystów to forma emigracji społecznej, wybór wolności i niezależności. Więc  czy tak naprawdę z tych trzech karkonoska kolonia nie jest jedyną autentyczną ? Czy nie widać tego po powstającej w niej sztuce ? ( Nie wiem, po wymianie wystaw z Kazimierzem wielu doceniło naszych artystów, tak mało komercyjnych. )
Nie kończę tematu, choć nie mam weny - gnębiona przez towarzyszy niedoli:)))

sobota, 12 stycznia 2013

Witaj 2013 !!!!!

I oby nam wyszło to co zamierzamy. Nadal nie powiem co - dopóki nie otrzymam informacji o  dofinansowaniu, żeby nie zapeszać.  A jest to coś co zajmuje mi cały wolny czas.  A poza tym ? Sprawozdania jak zwykle, porządki po remoncie w firmie. I brak weny. Powiem wam, to tragedia jest....
Ostatnie wydarzenie, które pragnęłam opisać to pewien poranny wyjazd do Popielówka, ale jakoś mi  umknęło w zawierusze remontu. Herbata w Popielówku. Teraz przyszło wspomnienie, pewnie z powodu zasypującego nas śniegu. Wtedy też było biało, bieluteńko. Pojechaliśmy rano do Agnieszki i Mariusza po obraz. Spokój, cisza. Stara plebania tonęła w śniegu,  od bramy do drzwi odśnieżona ścieżka.  Powitały nas psy - wielki stary Ramon pamiętający mojego,  równie wielkiego Bombla i mała suczka chętnie wystawiająca brzuszek do głaskania.  No i wypasione koty, których sporej acz nieprzesadnej ilości nie  pamiętam, w towarzystwie niemożliwie chudych (dla odmiany) gospodarzy. Cichutko, czyściutko, pachnąco przeszłością i przyszłością,  no i  ta herbata...... Czasem warto pojechać do Popielówka po to, by napić się herbaty. U Mielęckich.

sobota, 29 grudnia 2012

Jeden taki poranek mijającego roku

Moja wieś, w dolinie Jelenia Góra, w tle Karkonosze

Wsiadłam w auto i ruszyłam na kolejną rundę po terenie, by uzupełnić niedobory w robocie, które pojawiają ciągle i ciągle. Pomyślałam, że dobrze byłoby pozapinać wszystkie guziki na tyle starannie, by nie tracić środków płatniczych na ciągłe wyjazdy. Zrobić coś za jednym zamachem i nie wracać,  zarobić, zapomnieć, iść dalej. W miejscu, w którym zrobiłam to zdjęcie zrozumiałam, że ja nie chcę. Czuję się wolna, gdy wsiadam do auta i biorę aparat, jadę przez kolejne wsie po raz któryś, zaprzyjaźniam się z krajobrazem i tak naprawdę wcale nie mam ochoty kończyć roboty. Bo wtedy nie będę miała powodu, by znowu jechać. Chrośnica, Janówek, Czernica... Płoszczyna,  odkrywam cudne nastroje.  Miałam w życiu dużo szczęścia, że akurat w te strony mnie poniosło. Gdy tu przyjechałam miałam w oczach złote łany zbóż przerośniętych czerwienią maków i błękitem chabrów z okolic takich jak Wierna Rzeka czy Mąchocice - Scholasteria. Przytaczam te archaicznie niepokojące nazwy gdyż akurat wtedy  tam zaliczałam prace terenowe z moim ojcem geodetą.  Była pełnia upalnego lata, kurz na ziemnych drogach wśród wysokich zbóż, umorusani chłopcy szalejący z patykiem i kółkiem. Swojski, ciepły, świętokrzyski pejzaż.  Tu było nieprzyjaźnie. A teraz ? Nie oddałabym tych miejsc za żadne inne.

czwartek, 6 grudnia 2012

Jest jak lubię...

W pracy młyn, kocioł i inne fanaberie. Na dodatek remont. Dach w środku zimy. Organizator naszej instytucji oznajmił w końcu września bodajże: jedyna możliwość, albo teraz albo nigdy. I zaczęły się wymagane procedury, z duszą na ramieniu, zdążymy czy nie. Już  przykryty, na szczęście listopad nam się pogodowo spisał.   Teraz poddasze panowie ocieplają czyli  nasze biura. Nic nie jest na swoim miejscu, w tym tłumy obcych ludzi. I zakurzony bajzel.
Ale  i zdarzyło się coś miłego, pewnie dlatego, że o poranku na kominiarzy, na dodatek znajomych, trafiłam - idąc na komisariat straży miejskiej - negocjować wysokość mandatów. Trafiłam na rogadanego młokosa, który -jak później wyznał - lat ma dopiero 4o. Udało się: 6 punktów zamiast 8 i 300 zł zamiast 600 zł. 
Potem ostatnia codzienność. Najpierw wizyta w macierzy: księgowość i kadry oraz moje zapracowane przed otwarciem wystawy, nie gadające z nikim,  koleżanki.  Potem jazda w lekkim  śniegu do Szklarskiej i kołomyja:  majstrowie od dachu teraz na strych regipsy targają, owijamy pomnik Carla Hauptmanna  folią ( po wczorajszej wizycie konserwatorek; proszę się nas nie czepiać - to zalecenie konserwatorów z Torunia); majstrowie przeganiają nas z miejsca na miejsce, my ganiamy w poszukiwaniu internetu, wizyta Jurka - plastyka i ustalanie koncepcji projektu wystawy, przyjazd pani profesor germanistki z małżonkiem na pokój gościnny, kawa z rzeczoną i jej małżonkiem przerwana przyjazdem inspektora nadzoru i spacer po strychu oraz remontowanych wnętrzach, przyjazd Mikołaja z prezentami. Prawdziwy przyjechał !!! W czerwonych getrach (!!!) i czerwonym kubraku, z wielką białą brodą i reklamówką słodyczy. "A Marianka grzeczna była ? Do spowiedzi chadzała, grzechów nie posiada ?"  Dostaliśmy czekoladki i trufle. Cała załoga i wszyscy majstrowie oraz goście nasi.
Sypie tak, że psa na ulicę nie wystawisz, chociaż moja Fiolka w śniegu szaleje namiętnie.  A mnie jakaś grypa rozbiera,  nie wiem czy do roboty jutro pojadę, ale jak mam być na chodzie w poniedziałek to muszę się jakoś ogarnąć. Nie mam kiedy wolnych za dyżury odebrać. Zresztą w domu i tak pracuję, bo w pracy nie bardzo jest jak. Siedzę w fotelu przy kominku, pies mi u stóp leży, kot na parapecie gapi się za okno. A śnieg sypie i sypie.
Moje dziecko  w Świebodzicach i Legnickim Polu  robi za choinkę, która Mikołajowi  towarzyszy, jeszcze nie wróciła.
Ps. naszym Mikołajem był kierownik budowy, który swoim pracownikom co roku taki prezent robi.Małe a cieszy.