sobota, 15 września 2012

Gerhart Hauptmann i jego jubileusze

Jakiś czas temu byłam na spotkaniu rady muzealnej w Jagniątkowie, gdzie Harriet Hauptmann, wnuczka pisarza - najbardziej chyba zaangażowana w upamiętnianiu spuścizny po sławnym dziadku - zarzuciła nam (hauptmannowskim domom), że zbyt mało robimy, by uczcić jubileusze.  A są dwa w tym roku: 150 rocznica urodzin i 100 rocznica wręczenia nagrody Nobla.
Nie zgadzam się. Oddalony od nas o rzut beretem  Dom Gerharta Hauptmanna w Jagniątkowie przez cały rok organizuje imprezy, wystawy, spotkania, konkursy i wydawnictwa z okazji rocznic, mniej więcej z częstotliwością trzytygodniową, więc powielanie tego w Szklarskiej Porębie większego sensu nie ma. Tym bardziej w domu skłonnym artystom kolonii artystycznych - inspirowanych pobytem Hauptmannów w Karkonoszach - się poświęcać.  Niemniej  działaliśmy i my również w tym temacie.  Przez całe lato trwał konkurs poetycki na tłumaczenie wiersza, którego finał - wręczenie nagród -  odbył się wczoraj, otwarliśmy wystawę "Gerhart Hauptmann i Karkonosze" (peregrynująca od Berlina po Redebeul, wystawa przygotowana przez Dom w Jagniątkowie przy naszym, a dokładniej - dra Wiatera udziale), no i wczorajsze uroczystości, których "gwoździem " była dwójka profesorów: Anna Mańko-Matysiak z wrocławskiej  filologi germańskiej i Krzysztof Kuczyński z Katedry Badań Niemcoznawczych w Łodzi, którzy "prowadzeni" przez dr Przemka Wiatera, interesująco gawędzili o Hauptmanie - człowieku, Ślązaku, pisarzu, mieszkańcu Karkonoszy. Myślę, że ta swobodna pogawędkadostaliśmy podziękowania za realizację wydarzenia, podczas którego nikt nawet nie ziewnął, mimo tego, że Rzecz była o Gerharcie Hauptmannie! dużo więcej zrobiła w dziele upamiętniania pisarza, niż wielkie, pełne mów pochwalnych  uroczystości przy dźwięku kwartetu smyczkowego w tle..... Szkoda tylko, że mamy takie małe muzeum.

środa, 29 sierpnia 2012

archaiczna bryła

czyli proporcje z przechyłem w stronę dachu. To co lubię.   Budownictwo okolic Lubawki. Niskie ściany, najczęściej zrębowe, czasem przysłupowe, bardzo wysoki i stromy dach, czasem kryjący dwie kondygnacje użytkowego poddasza. Niewielkie okna, najczęściej ościeżnicowe polskie, czyli ze skrzydłami zewnętrznymi otwieranymi na zewnątrz. A często i ościeżnicowo - krosnowe, z tymi zdejmowanymi na lato zewnętrznymi oknami. No lubię, dobrze czułabym się w takim (oczywiście po wcześniejszym osuszeniu), mogłabym w takim mieszkać albo agroturystyczne gospodarstwo poprowadzić.


Górny - datowany na około połowę XIX w. Ten z boku - również. Obydwa, jak to tutaj bywało, mieszkalno - gospodarcze. Uważam, że w tych domach drzemie zupełnie niezauważony potencjał. Gdyby lokalne władze choć ociupinkę tego potencjału zauważyły, zainicjowały działania dla zdobycia funduszy na ich remont, zmotywowały właścicieli pożyteczną, turystyczną infrastrukturą stałby się tu raj turystyczny na ziemi. Tereny piękne, architektura piękna. Potrzebne kible, woda, jakaś knajpka, konie lub rowery i hajda !! Miejsce najlepsze w Europie.

środa, 22 sierpnia 2012

różowe czy czarne ustrojstwo


Jestem zaskoczona, żeby nie rzec  zbulwersowana. Do tej pory znałam kodeks etyki muzeów ICOMu http://icom.museum/fileadmin/user_upload/pdf/Codes/poland.pdf, którego mi nikt nie narzucał, a który przyjęłam naturalnie wraz z zakresem obowiązków,  który tworzy ogólne normy funkcjonowania tak specyficznych placówek oraz tak specyficznych pracowników jak my.  Wydaje mi się, choć może naiwnie,  że w moim całym życiu kieruję się zasadami etycznymi, które wyssałam z mlekiem matki (choć zostałam antyklerykałką, ale tolerancyjną i niewojującą), wydaje mi się, że zdecydowana większość moich współpracowników, znajomych i przyjaciół działa w oparciu o podobny zestaw norm. Obraża mnie obowiązek podpisania deklaracji, że będę „przestrzegać ogólnie przyjętych norm etycznych”.  Bo to znaczy, że jestem podejrzana o ich nieprzestrzeganie.  
Jakiemuż urzędnikowi to do głowy przyszło i po  co ?  W kraju, w którym korupcja urzędnicza jest  normą (spostrzeżenie w oparciu o codzienne wiadomości TV),  gdzie nic nie załatwisz bez układów i pleców,  a posiadanie ich  staje się  powodem dla orderów.  Kolejny nikomu nie potrzebny papier ?
Kodeks nakłada na mnie obowiązek nie krycia własnego zdania....

poniedziałek, 20 sierpnia 2012

wysokogórsko czyli inaczej

wysokogórsko... o ile tak nazwać można nasze pagórki.I o ile okolice Lubawki są nasze.
Oto karczma sądowa  z 2 poł.XVIII  w., w Uniemyślu czyli nieco na pn. od przygranicznego Okrzeszyna, w tzw. Worku okrzeszyńskim. Też piękne tereny, przepiękne nawet,  a dość mało popularne turystycznie.
Chałupa pszysłupowo - zrębowa z bardzo wysokim dachem. Wprawdzie część budynku jest murowana ale rzadko można na żywo spotkać takie architektoniczne cacko. Zwróćcie uwagę na misterny montaż drewniany pod okapem w elewacji frontowej.
I niżej - malowniczo położona i bardzo malownicza  wilijka z lat 1916-18, cacuszko zupełnie innego typu. Też Uniemyśl.



sobota, 4 sierpnia 2012

kiedy znika sens

A tak naprawdę znika tylko wobec spraw ostatecznych. Umarła nasza koleżanka Ania Gniadzik cicho, spokojnie, bez fanfar i przemówień, tak jak żyła. Zbyt wcześnie, zbyt wiele spraw niedokończonych, zbyt wielu przyjaciół zostawionych. Porozłaziło się to wszystko. Kiedyś spotykaliśmy się po każdym otwarciu wystawy, a jak wystaw nie było - szukaliśmy byle pretekstu, by się powygłupiać, potańczyć, pośpiewać... "serce słowianki", tematyczne bale przebierańców -  karnawałowa codzienność.  Kiedy Anka przyszła do pracy w muzeum - nie pamiętam. Szybko zresztą odeszła - porwał ją Marcin Zawiła,  pierwszy (? - już nie pamiętam) prezydent Jeleniej Góry w wolnym kraju. Została sekretarzem miasta i popadła - naszym, muzealnym zdaniem - w pracoholizm, nie mając czasu na nic, zwłaszcza w porze kolejnych wyborów, które organizowała. Do końca jej to nie przeszło ale z czasem nauczyła się tak organizować czas, by starczyło i dla przyjaciół, których miała niemało.
Zeszłoroczny sylwester spędziłyśmy razem - na nartkach po nocy biegliśmy z przyjaciółmi  na Orle do Jakuszyc. Prowadziła nas, klęłam w duchu, takie chuchro a takie narzuciła tempo... choć chyba nigdy nikomu na narzucała czegokolwiek, zbyt uważna i subtelna w kontaktach międzyludzkich. Tak jak trzymała się daleko od błyskotliwych świateł robiąc swoje, kompetentnie, konsekwentnie, starannie.  Jak mało jest teraz takich ludzi. Unikających układów, pracowitych, ustawiających realną pracę i własny pr we właściwych proporcjach, właściwe niemodnie nie stosujących autopropagandy.
W kwiaciarni  poprosiłam o białe róże, bo biały kojarzy mi się z Anią. I białą wstążkę bez napisów. Kwiaciarka spojrzała na mnie badawczo.. "Pogrzeb Ani Gniadzik ? Bardzo nam kiedyś pomogła.."

wtorek, 12 czerwca 2012

cacuszko


















Muszę się oderwać od codzienności bo zrzędzę coraz mniej możliwie. Dlatego  odwrócę stronę mojego medalu. Więc Voilà !!! Jak powstawał ten dom -po mojemu oczywiście. Gdzieś w końcu XVIII w., a może w już np. 1828 roku zbudowano w Żeliszowie  drewniany dom przysłupowo - ryglowy. Z grubsza: wieniec belek ścian  parteru stoi niezależnie od konstrukcji dachu, która wpiera się na potężnych słupach, tutaj osadzonych w kamiennym cokole.(fotka niżej). Górna kondygnacja w konstrukcji ryglowej, tu mamy szachulec (patyki i glina) - zapomniałam kiedy wprowadzony, ale odgórnie i  po to by zaoszczędzić na drewnie. Część gospodarcza  murowana z kamienia - jest bardziej uniwersalna i mogła powstawać przez cały XVIII, XIX albo nawet pocz. XX w. - do czasu wprowadzenia nowoczesnych technologii. Datują proporcje i rozmieszczenie okien, kształt portalu i jego zwornika (jeśli istnieje) oraz parę innych szczegółów.
W którymś momencie część drewnianą obudowano cegłą.  Pewnie zgodnie z modą, która nastała około połowy XIX w. i trwała  do jego końca -  w tym czasie na potęgę powstają domy o kamiennym parterze z małymi okienkami ujmowanymi w kamienne opaski. Jak je rozróżnić ? Ano te starsze, obudowane cegłą mają zwieńczenie wykrojone w leciutki łuk i głębokie, lekko rozchylone (rozglifione) węgary, a także  nie mają opasek z kamienia. Część gospodarcza pozostaje bez zmian.
Na zdjęciu niżej dom w Łaziskach z 2 poł. XVIII w. z archaicznym, nieobudowanym cegłą, przysłupowym przyziemiem, ale też nie drewnianym lecz jakby z gliny mieszanej z kijami.  Fachowca trzeba mi !!!! Bardzo ładny rysunek belek rygla nie datuje, gdyż w Suszkach, znalazłam podobne  z końca XIX w., a jeden z datą nawet 1902.


 No i niejako efekt adekwatny dla pocz. XIX w., a w okolicy 2000 roku pięknie wyremontowany. Przysłup jak w pysk, choć bez drewna.  No i piwo tam niezłe dają. Czyli Łaziska 50
W teren zapraszam. Piękna ta nasza Polska cała,  a Dolny Śląsk to marzenie. Na pokojach czas mile spędza u nas pewna fanatyczka wiedzy i nauki z krakowskiego muzeum. Lata pieszo po okolicy, w czerwonej pelerynce na deszcz i oczy jej płoną: jak tu pięknie !!!!!!! A leje....



poniedziałek, 11 czerwca 2012

... "to nie jest w zakresie moich obowiązków"..

Tekst tytułowy słyszę coraz częściej. Syndrom czasów ? Rozumiem, czasy czynów społecznych się skończyły. Niemniej przedawkowałam je ostatnio (te czyny), skutkiem czego całkowite odrzucenie i niechęć powrotu z , pracowitego skądinąd choć w inny sposób, urlopu. Po co to robię ? Nie wiem, siłą rozpędu. Jak już wejdę w trybiki ( a jakoś łatwo zaskakuję), one zaczynają przyspieszać i, w pewnym momencie - pędzę jakbym straciła płyn hamulcowy. Zatrzymam się w rowie albo na drzewie. Co miało miejsce teraz. Więc wzięłam urlop, by się nie zagotować.  A przecież w mojej pracy czy się stoi czy się leży......
Pod koniec urlopu robiłam coś do czego akces złożyłam już dawno. Nie ja sama, jeszcze trzy inne osoby zadeklarowały.  Skutek ? Od dwóch  osób ( bo trzecia na wolnym) usłyszałam mniej  lub bardzie wyraziste sformułowanie "przecież mam swoją robotę".. Nnno... ja też... Na dodatek jestem na urlopie, nie jestem malarką, nic nie powinno mnie skłaniać do robienia wystawy stowarzyszenia artystów, na dodatek nie u siebie tylko w mieście. Za darmo to mało, ja jeszcze  dopłacam - koszty transportu. Nie to mnie jednak zadziwiło.  Ustawiam prace w tejże zaprzyjaźnionej instytucji i co ja słyszę od pracownika ?  "to nie jest w zakresie moich obowiązków".....
Od dziś wszystko, łącznie z kiwaniem palcem, robię jedynie za pieniądze:))))))