poniedziałek, 12 września 2011

Hofman ekspresjonista czyli tajemnice różańca














Nie jest to typowy dla Hofmana sposób malowania. Po pierwsze - kompozycja - główny bohater, stojąc tyłem lub bokiem, w żaden sposób nie nawiązując kontaktu z widzem. Podglądany z zewnątrz świat wewnątrz obrazu. Albo układ zgoła odmienny - dekoracyjny, płaski, zabudowujący deseniem z postaci całą przestrzeń obrazu. Charakterystyczny brak całopostaciowych przedstawień. Światło - jeśli jest - uzyskane maźnięciami białej farby, rozświetlające twarze. Zupełnie inny sposób malowania - szybki, energiczny, widocznymi pociągnięciami pędzla. I malowane cienko, jakby bez gruntu, z przeświecaniem podłoża.
Element typowy dla mistrza: modele - osoby wzięte z ulicy, przebrane w archaiczne stroje - swoisty teatr.





niedziela, 11 września 2011

nieznane (prawie) obrazy mistrza Wlastimila

Robi się inwentaryzacja powojennych obrazów Hofmana znajdujących się w rękach prywatnych mieszkańców Szklarskiej i co rusz wychodzą dosyć fajne kawałki. To jest jego autorportret malowany w cztery lata po przeprowadzce w nasze górzyste strony, czyli w 52 r. Obraz poniżej to Monte Cassino z 1953 r., dosyć mocny w kolorach. Czemu taki temat znienacka ? Bo malowany dla żołnierza spod Monte Cassino. Na samy dole biblijny Lot - to fragment obrazu bo zdjęcie nie wyszło a obraz znajduje się teraz w Warszawie. Szkoda, że tak późno zajęliśmy się tym spisem, znaczna część hofmanowego dorobku rozniosła się po prywatnych kolekacjach w całym kraju. Kiedyś robiłam wystawę Hofmann -Sztaudynger, całkiem sporo znalazłam w Łodzi.
To typowe ujęcie w jego autoportretach: en trois quarts w lewo. Tak właśnie, zmieniając tło, malował siebie od młodości do lat najpóźniejszych. Nie wiem czy uda się wydobyć wszystkie z czeluści domowych, prywatnych szaf i pokojowych ścian. Ludzie niechętnie pokazują co mają - żeby ktoś im nie odebrał. Na razie zinwentaryzowanych jest koło 60-ciu. Większość z nich jest w bardzo złym stanie, wymagają natychmiastowej konserwacji, z dnia na dzień traca na wartości.
Większość z nich jest kiepska, jakby mistrz, słynący z pracowitości, malował na kolanie. Ale są i bardzo niezłe rodzynki. Faktycznie biedny być musiał. Malowane na płótnie naciągniętym na krosno są bardzo rzadkie. Najczęściej jest to dykta, czasem sklejka. Ramy proste, malowane szarą lub brązową farbą, zbijane przez miejscowego stolarza, bardzo dalekie od wykwintności kojarzonej ze sztuką. Stuka ubogiego malarza dla ubogich mieszkańców. To czasy zaraz powojenne, kto miał kasę na obrazy... Na porteratach rodzinnych - liczne dedykacje. "Kochanemu panu... na pamiątke walki o mój obraz "Chrystus Euch." w kościele w Szklarskiej Porębie. " - O co chodziło ? Czy szanowny pan zabrał tę wiedzę do grobu skoro córki nie pamiętają ? Mówi się, że chodziło o twarz Chrystusa - portret jakiegoś miejscowego obiboka czy rzezimieszka, do którego parafianki nie chciały się modlić. Innym razem - Maria Magdalena - obraz odwieziony taczkami spowrotem pod dom malarza. Jako świętą sportretował kobietę niezbyt cnotliwych obyczajów. Wprawdzie M. Magdalena też święta nie od zarania była ale jednak...

Bedę wrzucać w miare spływania obrazów.

sobota, 27 sierpnia 2011

22 sierpnia zmarł Andrzej Urbanowicz

Nawet nie mogę powiedzieć, że go znałam. W zeszłym roku spędziliśmy razem kilka godzin - opowieści o minionych latach, jego latach. Starszy, nadal szalenie przystojny pan, który podarował nam do zbiorów komplet swoich grafik. Przyjeżdżał tutaj latami, do Hani Korolczuk i Krzysztofa Figielskiego, do Szklarskiej Średniej.

Buddyjska ceremonia odbyła się o godzinie 13-tej w ich domu.

czwartek, 18 sierpnia 2011

jestem kobietą rozdartą

...no bo z jednej strony chciałabym tak.... estetycznie, ezoterycznie, artystycznie, subtelnie, fascynująco, interaktywnie między naturą i sztuką oraz widzem na dodatek, z drugiej - zarabiać na parku trzeba, by go utrzymać- czyli wyłożyć jakieś 150 tys. rocznie na media i utrzymanie zieleni.

Gdyby takie rzeczy się w parku znalazły to i pewnie znalazłoby się niemało chętnych do jego zwiedzania. Nawet za pieniądze.

Ale przede wszystkim potrzebne są środki na zakup sztuki, na poważne plenery, które mogłyby sie w parku odbywać . Można wnioski rozmaite o dofinanoswnia różne pisać przynajmniej na początku. Albo rzecz częściowowo w ręce inwestora oddać. Tylko inwestor to zagrożenie - logiczne, że w zbytnią komercję pójść może, skoro swoje pieniądze inwestuje. Choć zaplanowana już w projekcie rewaloryzacji parku architektura zdecydowanie ku komercji zmierza - i inwestorowi pasuje, ku zadowoleniu mieszkańców i włodarzy. Też w sumie o to chodzi - by tworzyć coś dla ludzi, nie tylkodla sztuki i idei.


nnoo..ale idee też mają swoje pozytywy, poza jednym - mało kasy przynoszą. I tu jest ten pies pogrzebany.
Więc może trzebaby fundację stworzyć jak tę, której kilka efektów tu prezentuję ? Tylko problem polega na tym, że skoro już w końcu coś powstało to teraz trzeba szybko, szybko działać, szybko to coś zapełniać, ludzi zwabiać, by przynowiło dochód. Zwłaszcza gdy to coś jest finansochłonne. I tak to jest.
A gdyby jednak się dać z tą motyka na słońce porwać ?



















Nie napisałam,ze fotki są z wyspy Hombroich

środa, 10 sierpnia 2011

rewaloryzacji parku ciąg dalszy

Zdjęcia są dla tych, którzy znają stary park Carla - coby się zadziwili jak teraz wygląda. A to jeszcze nie koniec:))))
Ostatnio odwiedził nas mieszkaniec Tater, ten od małej architektury w parku. Przywiózł modele, więc włóczyliśmy się pospołu z inwestorem i urzędnikami po przygotowywanych w mozole parkowych ścieżkach, lustrując miejsca lokalizacji owych małych budowli.
Nie do końca jestem pewna czy mi się podobają ale nie mnie o tym decydować. Zanim rozwinę skrzydła ( o ile w ogóle rozwinę) w opowieści o parku, na razie kilka fotek, bo wena mi jakoś nie wraca. To przez te deszczowe wakacje pewnie.












































Fotki: Romuald Mały


niedziela, 31 lipca 2011

Tygiel Ducha Gór. I.

Na ostatnim, polsko-niemieckim wernisażu, gawędziłam sobie ze znanym (może niegdyś bardziej) polskim rzeźbiarzem, Zbyszkiem Frączkiewiczem. Rzadko do nas przychodzi, jedynie z powodu konotacji towarzyskich. Zresztą jak większość szklarskoporębskich artystów. W odróżnieniu od artystów kopanieckich, karpackich lub jeleniogórskich. O czymże to gawędziliśmy ? Ano o parku przy hauptmannowym domu. Dlatego, że park właśnie jest w trakcie zagospodarowywania. Pewnie, że chcielibyśmy - jak to Pan Zbyszek zauważa, że być winno - najpierw projekt koncepcyjny calości ustanowić, pospołu z architektami od zieleni, konserwatorami, rzeźbiarzami i innymi. Problem w tym, że każdy za koncepcję chce kasę - co logiczne i tylko my za darmo pomysłami dzielić się chcemy. No, nie do końca za darmo, bo park w naszym, muzealnym interesie leży. Już przynajmniej jedna zapłacona koncepcja powstała i utknęła w głebokiej szufladzie, więc skoro trafiła się kasa na wykonanie konkretu, to o koncepcjach myśleć będziemy później. Tak, wiem, od d... to strony ale tak to już jest w naszym kraju, że nigdy nie ma kasy na od a do z.


W ogóle wygląda to zagadkowo. Park jest nie nasz tylko miejski, o jego rewaloryzację walczyliśmy jak lwięta, licząc, że w naszym zarządzie (przynajmniej) będzie. I gdy tak ma być, bo tak chce właściciel, to nasz organizator się zastanawia czy utrzyma te prawie 5 ha. Wyremontowany, wstępnie zagospodarowany teren potrzebujący kasy fiskalnej, opłat za prąd, monitoring i jakieś dwa etaty ogrodniczo - przewodnickie do utrzymania porządku. Samo się utrzymać powinno. Pod warunkiem wprowadzenia obszernego wątku komercyjnego. I tu zaczynają się schody. Jak korzystać z komercji nie tracąc elitarnego waloru, jak zrobić by atrakcyjne było też dla zainteresowanych jedynie pobliskim miasteczkiem dinozaurów, mających gdzieś jakąkolwiek sztukę.


- Oszalałaś ?!! Sztuka jest dla elit, a że elit u nas mało i biedne, szans na zarobek nie ma - usłyszałam ostatnio.


Więc główkuję i myślę, jak zorganizować coś co będzie wyglądało jak wyestetyzowana francuska przystwaka a zapełni żołądek jak przyzwoita golonka z zimnym piwem. .


Ps. zbieram podpowiedzi.

piątek, 15 lipca 2011

sezon ogórkowy

więc na psy zeszłam, co widać, słychać i czuć. Zobowiązana się czuję by coś napisać ale że duszą jestem zupełnie gdzie indziej więc nie będę siłą z siebie wyduszać czegoś, co i tak czytać się nie da. Napomknę jeno, że się kręci. U nas prace ogrodowo - parkowe na full, zaś w Szklarskiej trwa EKOGLASS FESTIWAL , umajony wystawą z zeszłorocznego pleneru - u nas. Ponadto, jak zwykle - wiele innych rzeczy - o ktorych piszą namiętnie i z pasją inni. Pozdrawiam wszystkich, jutro jadę na jeziorne wakacje. Bywajcie !!!