
Zbliża się termin odbioru robót a park w proszku.
Budowana przez zakopiańczyków architekturka zapewne powstanie, ale sam park ? Zwykle kraczę bo zwykle czarno widzę ale doświadczona ze mnie baba, no i to co widzę nie buduje. Optymizmu - na pewno. Ścieżki spłynęły latem, teraz robią w nich korytka odpływowe, mają je pokryć jakąś nawierzchnią, która rzekomo nie spłynie. Stoją latarnie, przyjechały ławki i śmietniki, w wydzielonych taśmą poletkach sadzą się roślinki. Ale jakoś nie widzę kultywatorów czy innych urządzeń, które mają wyczyścić pozostały teren - pod trawę. Cieki wodne nieuporządkowane, , wielkie pnie leżą jak leżały a kierownik budowy za każdym razem się dziwi, gdy mu przypominam, że miał przynajmniej te z naszej posesji posprzątać. Usycha albo choruje wielka limba, która w obrębie naszej posesji się znalazła.
Nie marudziłabym ale robiąc wodę rozkopali nam, świeżo założony trawnik oraz kawał granitowej ścieżki i, właściwie, porzucili. Nawierzchnia przywrócona do stanu pierwotnego zapadła się poniżej poziomu gruntu.Zrzędzę, powinnam być zadowolona, w końcu nas to nic nie kosztuje, winnam miastu wdzięczność. No i jestem wdzięczna. Ale wkurza mnie zadowolony jeden z drugim urzędnik, który nie widzi lub udaje, że nie widzi fuszery na każdym kroku. Wyrazili mi ostatnio pełne sarkazmu podziękowanie za zainteresowanie toczącymi się w parku pracami, równocześnie dając mi jasno do zrozumienia, ze to właściwie nie moja sprawa - kontrolują zgodność realizacji z projektem...
A może to tylko ja tak kraczę, bo czarno wszystko widzę ?
Nie tylko ja.








