sobota, 26 maja 2012

miejsce wiosennie szczęśliwe

Nie wiedziałam jaki dać tytuł, ale chodziło mi o to, że jest mi dobrze w miejscach, w których jestem i nie wiem dlaczego akurat mnie to spotkało. Może jednak dlatego, że jestem fantastycznym człowiekiem, kobietą - aniołem (obiegowe słownictwo to wypadek przy pracy) i mi się zwyczajnie należy. Wczoraj, rozdarta wewnętrznie wieloaspektowością zawodowych zdarzeń, pisałam podziękowanie dla Fundacji KGHM, która nas obdarowała, na nasz wniosek, to jasne. Zwyczajowo, po realizacji zadania zaczęłam przygotowywać rozliczenie wniosku, kopiować pozbierane papiery, opisywać rachunki, gdy nagle, czymś spłoszona ponownie zadzwoniłam do naszego darczyńcy. Zaskoczył mnie, rozmawialiśmy koło pół godziny (?), bo chyba nie bardzo umiałam zrozumieć o co mu chodzi.  Na czym mu zależy ?? Na podziękowaniu !!! Ale oczywiście, że podziękuję. Podziękowanie wyślę na ręce wraz z rozliczeniem wniosku o dofinansowanie, jak zwykle. Przemo zresztą napisał mi już bardzo elegancko kompetentne, górnolotnie wdzięczne i nad wyraz uprzejme pismo, więc jestem gotowa.
Ale dzisiaj, szwendając się po muzealnym ogrodzie znajdującym się na etapie przywracania dawnej świetności, pomyślałam, że chyba zaskoczyłam, że nie o to chodzi. Raczej idzie o zrozumienie ludzkiej twarzy takiej instytucji... dobrze, że ma ludzką twarz. Ale taki jak ja człowiek, który notorycznie stara się o rozmaite dofinansowania z podobnych i innych instytucji i dostaje odpowiedź na zaledwie kilka starań, bo jako ta odległa i mało medialna, choć atrakcyjna prowincja znajduje się poza głównym  nurtem dofinansowań, zhardział i uodpornił się  na takie wzruszenia jak uczucie wdzięczności. Fundacja ? - jest po to powołana, by finansować działania non profit. My też na swojej działalności nie zarabiamy, bo funkcjonujemy w sferze nadbudowy.
Ale z drugiej strony.. przyjemnie, że po drugiej stronie finansowej maszyny  jest człowiek, który chciałby czasem usłyszeć, że to co robi ma sens. Oczywiście, że a sens i to najistotniejszy sens. I bardzo dziękuję w imieniu swoim oraz wszystkich, którym na sercu leży ta piękna okolica i jej dziedzictwo.
Napisałam drugi list z podziękowaniem. Przypomniał mi się Max Pinkus i jego działalność dla współczesnego mu Prudnika i przyszłości, Franz Pohl  i jego działania na rzecz Szklarskiej Poręby...faktycznie, tak jak teraz ów wielki potentat..KGHM. Kiedyś było tak, że fabrykant rozumiał to naturalne niemal prawo, to jego i jego pracowników życie w symbiozie, wzajemną współzależność. Że jego pochylenie nad innymi to  niekoniecznie moralny obowiązek lecz logika: jego dobro od ich dobra zależy. Czy mój darczyńca to również rozumie ? Skoro tak dokładnie  rozumie swoje znaczenie i rolę dla regionu..

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz