piątek, 19 marca 2021
ech te koronki... jeleniogórskie
W życiu się nie spodziewałam, że o szkle współczesnym pisać będę. Wprawdzie to już trochę historia, bo lata 60., 70. i 80. XX w., słynna wrocławska szkoła, stworzona przez Stanisława Dawskiego, szkoła z której wyszli najwybitniejsi polscy szklarze artystyczni, której pierwsi absolwenci są nauczycielami kolejnego pokolenia szklarzy, które nadal odnosi sukcesy na świecie całym. Pierwsze lata polskiego designu były zdominowane przez szkło wrocławskie. W 1960 r. we Wrocławiu, w 1963 r. w krakowskim Muzeum Narodowym, w warszawskiej Zachęcie w 1964 r. – było wrocławskie szkło i długo, długo nic. I potem też, tylko absolwenci - artyści rozpierzchli się po hutniczych wzorcowniach Polski.
egermann
przerzucone z fb, mojego:))
wtorek, 16 lutego 2021
Glass Studio Borowski
Kiedyś dawno, dawno temu Mietek, mój szef w Dziale Szkła (pracowałam tam) pokazał mi szkło, które pamiętam do dziś. Poszukałam go dzisiaj, ale to zdjęcie to skandal jest, niemniej …Prościuteńkie, wykonane w bryłce szkła optycznego ze skazą. Hiroszima - drobna Japonka trzyma dziecko. Popatrz – powiedział – ten szlifierz z Krosna wyjechał do Niemiec i tam otworzył pracownię szkła. Dobrze mu idzie.
Borowski zaczął w hucie w Krośnie. Jeszcze w Krośnie otworzył w garażu pracownię i nawiązał pierwsze kontakty z niemieckimi galeriami. W 81. jego praca znalazła się wśród 100 najlepszych na świecie w konkursie „Neues Glas”. Potem była wystawa w Kassel i stypendium. W 1982 r. przeniósł się do Rheihenbach, gdzie otworzył studio. Jego kariera wybuchła za sprawą Stanów Zjednoczonych – tam popyt na prace była tak duży, że trzeba było założyć poważniejszą firmę. Wspomniałam o tym, że kupił je Nicolas Cage, Woopi Goldberg czy Jim Carter? Borowski otworzył studio w Hennef koło Bonn.
Parę lat później pojechałam ze Stefanią Żelasko do huty Borowskich w Tomaszowie Bolesławieckim – bo, wróciwszy do kraju, Stanisław kupił stary folwark i tam otworzył hutę szkła dekoracyjnego, którą prowadzi wespół z synami: dwoma szklarzami – Pawłem i Janem Stanisławem (Stani), oraz marketingowcem - Wiktorem. Chłopaki bawią się szkłem, tworząc kolorowy, żartobliwy pop.
Kiedyś, po mojej wizycie w Tomaszowie Bolesławieckim, Zadzwonił z pytaniem czy mogłabym mu trasę wycieczki po ciekawych miejscach w okolicy Szklarskiej zasugerować. Przyłożyłam się - bo jako świeżynka w Szklarskiej, zakochałem się w mieście i chciałam go wszystkim pokazywać. W rewanżu dostałam zielony, matowy przycisk do papieru, z czerwonymi ustami. I podarowałam do Tańce. W tamtym momencie byłam minimalistką. Ciutkę żałuję, nie wiem czy Tania doceniła dar.
Jakoś fatalnie teraz działa bloger, nie mogę kilku zdjęć obok siebie umieścić. Po lewej więc praca Staniego, niżej starsze praca Stanisława seniora.
wtorek, 8 grudnia 2020
Ja wiem, że współcześni artyści próbują zabić sztukę czyli Marcin Harlender - zagadka i moja osobista klęska
W jakich kontekstach się pojawia skoro w
warstwie obrazowej kontekstu nie ma? Jaką formę generuje? Jaką ideę?
Jaki symbol?? Ślepa jestem? I głucha na sztukę współczesną??? Najwyraźniej. Gdyby iść śladem Malewicza i jego próbą supremacji czystego uczucia lub percepcji w sztuce malarskiej (która notabene miała miejsce w pocz. XX w., kiedy szło o duchową wolność), to niby mamy to samo, ale tego też zupełnie nie czuję, a jesteśmy ponad wiek dalej.
Znam Marcina Harlendera od lat, uwielbiam go, niesamowita osobowość, świetnie, przenikliwie pisze o sztuce, kiedyś wysłuchałam jego osobistej, fascynującej teorii rozwoju sztuki. Ale ni czorta jego sztuki nie czuję, nie rozumiem, nic o niej nie wiem.
"Każdy obraz posiada własną osobowość – mówi Marcin Harlender. – By go
usłyszeć, trzeba się nieco postarać, ale klucze, kody dostępu, powinny
być w każdym z nas". No to jestem zamknięta na trzy spusty.
Marcin jest prekursorem polskiego street artu, malarzem i performerem, teoretykiem i krytykiem sztuki.
„Znaki proste wbijają się w pamięć najsilniej. Są świadectwem obecności samoświadomego bytu. Niekoniecznie wyznaczają cel, jednak znaczą drogę… W ustawicznie rozpadającym się świecie pomagają zachować ciągłość. Stwarzają przynajmniej pozory kontynuacji.” [M.H. listopad 2020]
Mnie nie pomagają, wręcz przeciwnie..
środa, 18 listopada 2020
Śmierć Przyjaciela..
Nie uwierzyłam, gdy kiedyś tam powiedział, że ma białaczkę. Opieprzyłam go za głupoty. Ale miał coś takiego w twarzy, że musiałam uwierzyć. Podziwiam go za to, co zrobił potem. Po chwilowym kryzysie, poszedł na wojnę z chorobą. Całkowicie zmienił tryb życia, dietę, wypróbował na sobie chyba wszystkie metody medycyny niekonwencjonalnej. Korzystał, i owszem, z porad lekarzy, ale postawił na zioła, naturę, nieznane medykamenty sprowadzane z Chin czy Ukrainy, nawet na szeptuchy i szamanów z Maroka. I szło dobrze. Codzienne opowieści o nowych doświadczeniach i ich skutkach, nawet zaczęłam to nagrywać z myślą, że napiszemy książkę. A potem powstali "Laboranci u Ducha Gór", część receptur wypróbował na sobie.
Myślę, że pielgrzymka do Composteli była mu potrzebna do oswojenia myśli o nieuchronnej przyszłości. Nie sądziłam, że tak bliskiej.
Potem napisał "Zauroczonych Karkonoszami", został dyrektorem - tu zaskoczył mnie dyplomacją i umiejętnością okazywania szacunku pracownikom, przygotował program edukacji regionalnej, współdziałał przy "Kuchni Ducha Gór" i zbliżał się finału kolejnej książki - o historii sportów zimowych w Karkonoszach. Równocześnie wędrował po górach, organizował następny rajd "Flanela" i na tydzień przed chorobą wziął w nim udział. A potem był covid. Szkoda.
Będzie mi go brakować. Gdy uwierzę, że już go nie ma.
Nie chciał smutnego pogrzebu... bo o tym też gadaliśmy.
sobota, 26 września 2020
Intuicyjnie
Jestem ...nie wiem co powiedzieć. Piszę sobie na fejsie krótkie notatki o życiu i widzę, po ilości polubień i komentarzach, że są poczytne. Zresztą na żywo też mi ludzie mówią, że lubią czytać te moje bzdurki. Ale nie spodziewałam się, że trafi mi się dziwna, nieuświadomiona przyjaźń, całkiem wirtualna. Szkoda, że o tym nie wiedziałam, szkoda, że była jednostronna. Gdybym wiedziała, może mogłabym jakoś pomóc, czemuś zapobiec. Przeceniam się? Nie wiem, ludziom brakuje prawdziwych kontaktów międzyludzkich. Może wystarczyłoby pogadać?
W każdym razie - gadajmy ze sobą, szczerze, zwłaszcza o tym czego nie umiemy sami rozwiązać. Jesteśmy wszyscy bardzo samotni.









